Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rider. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rider. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2013

Marzenia się spełniają 06, Aoi x Rider

     Siedzieli w ciszy. Rider myślał o swoim życiu. O domu dziecka, wypadku, teraz o gwałcie. Potrzebował rozmowy. Czuł się źle.
- Rider…
- Hm? - wyrwał się w myśli.
- Możesz mi opowiedzieć o tym wypadku? - blondyn spuścił głowę, ale jednak postanowił się wygadać.
- Cztery lata temu jechałem z moim przyjacielem i jego rodzicami nad jezioro. Na skrzyżowaniu wjechała w nas cysterna. Wybuchł pożar. Mi udało się wyjść, ale oni… Spłonęli… Do dziś mam blizny na karku i nodze - powiedział i spuścił głowę. Przed oczami miał twarz przyjaciela. Na samą myśl o nim, łzy zakręciły mu się w oczach. Tęsknił za nim. 
     Aoi widząc, w jakim stanie jest chłopak, usiadł obok niego i mocno go przytulił. 
- A co z tym domem dziecka? Jak się tam znalazłeś? Jeżeli nie chcesz, nie mów.
- Jestem tam od urodzenia. Nigdy nikt mnie tam nie lubił. Dla wszystkich byłem dziwny, bo ubierałem się inaczej, nosiłem kolczyki, malowałem się. Miałem tylko jednego przyjaciela, ale ten wypadek… - urwał. Teraz już płakał. Był roztrzęsiony i trudno mu było się uspokoić. - Zawsze byłem sam… Nikt się mną nie interesował. Wszyscy mieli mnie w dupie - Aoi przytulił go mocniej do siebie.
- Ale teraz nie jesteś już sam. Masz mnie, chłopaków. Nie masz się czego bać. Nas obchodzisz, martwimy się o ciebie. Już nikt cię nie skrzywdzi. 
- Aoi… Ja nie chcę tam wracać - zapłakał.
- Nie wrócisz - powiedział brunet, głaszcząc chłopaka po włosach. - Nie wrócisz… - głaskał chłopaka, dopóki się nie uspokoił i nie zasnął. Położył chłopaka i przykrył kołdrą. Zanim wyszedł, delikatnie pocałował Ridera w czoła. Uśmiechnął się i skierował do swojego pokoju. Tak, jeszcze go nie wypisali, chociaż gitarzysta nie raz o to błagał. 
     Tydzień później Rider był już w domu dziecka. Leżał wtulony w poduszkę. Nie chciał tu być. Czuł się samotny. Nagle do jego pokoju weszła dyrektorka placówki.
- Rider, pakuj się - powiedziała. Blondyn myślał, że się przesłyszał.
- Słucham?
- Pakuj się. Idziesz do rodziny zastępczej - Rider siedział osłupiały. Nie mógł w to uwierzyć. 
- Naprawdę? 
- Tak, naprawdę - powiedziała z uśmiechem. Cieszyła się, że Rider w końcu znajdzie prawdziwy dom. Chłopak z entuzjazmem zaczął pakować swoje rzeczy. Cieszył się jak głupi. Czekał na to siedemnaście lat. Po paru dziesięciu minutach, poszedł do gabinetu dyrektorki, gdzie miał się spotkać z nową rodziną. Nie mógł uwierzyć w to, co tam zobaczył. Na krześle obok biurka siedział nie kto inny jak Yuu Shiroyama. 
- A-Aoi? - zapytał, niedowierzając. - Co ty tu robisz?
- Obiecałem, że tu nie zostaniesz - uśmiechnął się. - Gotowy na nowe życie? - blondynowi zakręciła się łza. Ale tym razem była to łza szczęścia. 
- Gotowy! - powiedział radośnie i obaj wyszli z budynku. Rider pożegnał się z dyrektorką i wychowawcą, po czym wsiadł do samochodu Aoiego i odjechali. Całą drogę wesoło rozmawiali. Po godzinie, przez ogromne korki, byli w domu. Kiedy Rider wyszedł z auta i zobaczył dom gitarzysty, o mało nie dostał zawału. Wielki dom, wielki ogród. Miał wrażenie, że to wszystko mu się śni i że zaraz się obudzi. Yuu szturchnął go.
- Idziesz czy nie? - zaśmiał się i otworzył furtkę. Obaj weszli na podwórze, a następnie do domu. Aoi zaprowadził nastolatka do jego pokoju. Ściany pomalowane były na czerwono, a wszystkie inne dodatki były w kolorach czarnym i białym. Na jednej ze ścian wisiała gitara. 
- Gitara?
- Tak, musisz się na czymś uczyć grać - Rider nie wiedział, co się dzieje. Był przeszczęśliwy. Chciał się odwrócić do Aoiego i go przytulić, jednak nie wiedział, że on stoi tuż za nim. Odwrócił się i wpadł na niego, przez co obaj przewrócili się. Chłopak wylądował na gitarzyście tak nie fortunnie, że ich usta delikatnie się złączyły. Blondyn chciał się podnieść. Przy tej jakże prostej czynności, przypadkowo otarł się nogą o krocze Shiroyamy, co wywołało u niego cichy jęk. Spojrzeli po sobie. 
- To ja pójdę zrobić coś do jedzenia, a ty się rozpakuj - oznajmił i wyszedł. Rider padł na łóżko, dysząc. Czuł motyle w brzuchu.
- Co się ze mną dzieje? 

Marzenia się spełniają 05, Aoi x Rider

     Aoi powoli otworzył oczy, jednak zaraz je przymrużył, bo światło lampy go raziło. Po chwili dotarło do niego, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Szybko podniósł się, czego od razu pożałował. Poczuł narastający ból w lewym boku. 
- Aoi, nareszcie! Jak się czujesz? - zapytał Uruha, siedzący na krześle obok łóżka.
- Gdzie jest Rider?! Co z nim?! - krzyknął. Bał się o niego.
- Uspokój się Aoi.
- Powiedz mi, co z nim! - Uruha westchnął.
- Nie wiadomo. Nie znaleźli go. Z tego co mówili ludzie, wywieźli go gdzieś - odpowiedział i umilknął. W sali nastała cisza. 

***

     Rider ocknął się. Chciał wstać, ale ból pośladków mu to znacznie uniemożliwiał. Skrzywił się i delikatnie wstał. 
- Kurwa… - warknął i oparł się o ścianę. Był zamknięty w jakimś składziku. Wszędzie pełno mioteł, narzędzi, desek. Chwila… Narzędzi? Blondyn otworzył czerwoną skrzynkę i zaczął przeglądać jej zawartość. Kombinerki, papier ścierny i inne rzeczy. Nagle w oczy rzucił mu się cieniutki drucik. Wziął go do ręki i podszedł do drzwi. Nachylił się nad kłódką i wsunął drucik do zamka. Pokręcił nim trochę i po chwili zamek ustąpił. Delikatnie zdjął kłódkę z drzwi i powoli je otworzył. Po cichu wyszedł ze schowka i skierował się do wyjścia. Bał się, że ci mężczyźni go nakryją i znowu zgwałcą lub w najgorszym wypadku zabiją. Był już przy drzwiach. Nacisnął na klamkę, otworzył drzwi i wyszedł. Biegiem ruszył przed siebie. Uciekł. Biegł tak długo, aż wbiegł do miasta. Stanął pod ścianą jakiegoś budynku, by odpocząć przez chwilę. Przypomniał mu się Aoi. A co jeśli nie przeżył i już go nigdy nie zobaczy? Rider znów zaczął biec. Tylko że tym razem wiedział, gdzie biegnie. Szpital. Aoi na pewno tam jest. 
     Dotarł na miejsce i wbiegł do środka. Zatrzymał się przy recepcji.
- Przepraszam panią, czy jest tu Yuu Shiroyama?
- Tak jest, a pan z rodziny? - blondyn chwilę się zastanowił i wypalił, co pierwsze mu przyszło na myśl. 
- Jestem jego… - zawahał się. - … chłopakiem - kobieta spojrzała na niego zdziwiona.
- Sala 234.
- Dziękuję - powiedział i pobiegł pod wskazany pokój. Nie czekał na windę, nie chciał tracić czasu. Wbiegł po schodach. Pod drzwiami siedzieli Kai, Uruha, Reita i Ruki. Na widok Ridera wytrzeszczyli oczy.
- Co z nim?! - zapytał blondyn, dysząc.
- Obudził się już, ale wywalił nas z pokoju, bo chciał być sam. 
- A… - zamilkł.
- Wejdź do niego. Ucieszy się. Bardzo się o ciebie zamartwiał - powiedział Kai. Rider westchnął głęboko i wszedł do środka. Aoi leżał z zamkniętymi oczami. 
- Mówiłem, że chcę być sam! - powiedział, nadal nie otwierając oczu.
- W takim razie, ja może przyjdę później - wymamrotał. Brunet słysząc ten delikatny, znajomy głos, otworzył szeroko oczy. 
- Zaczekaj! - Rider odwrócił się do Aoiego i usiadł na krześle. - Boże! Nic ci nie jest?! Kiedy cię znaleźli?! I dlaczego nikt mi nic nie powiedział?!
- Aoi, uspokój się - powiedział spokojnie. - Wszystko ze mną w porządku. Nie znaleźli mnie, sam uciekłem - nastolatek spojrzał na gitarzystę. - A co z tobą? Jak się czujesz?
- Już dobrze. Trochę boli, ale daję radę - powiedział i uśmiechnął się. A Rider? Tak naprawdę nic nie było w porządku. Był zziębnięty, głodny i śpiący. Został pobity i zgwałcony. Źle się czuł. Jednak Aoi tego nie zauważył. Cieszył się, że chłopak żyje. 
- Ja będę już szedł. Odpoczywaj, przyjdę jutro.
- No dobrze, trzymam cię za słowo - uśmiechnął się. Rider wyszedł z sali. Na korytarzu pożegnał się z chłopakami i zaczął iść w kierunku wyjścia. Jednak daleko nie zaszedł. Zemdlał. 

     Następnego dnia obudził się w szpitalnym łóżku. W pokoju znajdował się również Kai… Aoi? 
- Aoi, co ty to robisz…? Powinieneś leżeć w łóżku… - wymamrotał. 
- Mówiłem mu to samo, ale się uparł - rzekł Kai i usiadł na krześle. 
- Dlaczego skłamałeś, Rider? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że ci to zrobili?
- Nie chciałem cię martwić. Musisz się oszczędzać i odpoczywać, a nie martwić.
- Trzymajcie mnie, albo zaraz mu coś zrobię! Teraz to dopiero mnie zmartwiłeś!
- Uspokój się. Owszem, zabolało mnie to i odbiło się na psychice, ale uwierz mi. Zbyt wiele przeżyłem w życiu, żeby wszystkim się przejmować. Tak, gwałt to nie błahostka, ale życie mną bardziej pomiatało, więc nie będę się aż tak tym przejmował - zapadła cisza. Aoi i Rider patrzyli na siebie tak, jakby chcieli coś sobie powiedzieć. 
- To ja was zostawię samych - rzekł Kai i wyszedł. Aoi usiadł.
- Dlaczego powiedziałeś, że jesteś moim chłopakiem? - zapytał. Rider zawstydził się, a jego twarz pokryła się purpurą. 
- To pierwsze co mi przyszło do głowy - wyszeptał i wtulił się w kołdrę. 
- Rozumiem.

Marzenia się spełniają 04, Aoi x Rider

     To, co tam zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Na łóżku leżał słodko śpiący blond włosy chłopak. Aoiemu na ten widok zrobiło się cieplej na sercu. Teraz miał pewność, że Riderowi nic się nie stało. Podszedł do niego i nakrył go kocem, ponieważ w pokoju było dość chłodno. Usiadł na łóżku i przypatrywał się spokojnej twarzy blondyna. Siedział tak paręnaście minut i czekał, aż chłopak w końcu się obudzi. I doczekał się. Rider podniósł się do siadu i przetarł zmęczone od płaczu oczy. Dopiero po chwili dotarło do niego, że nie jest w pokoju sam. Spojrzał na gitarzystę ze zdziwieniem i zapytał: 
- Co ty tu robisz?
- Martwiłem się o ciebie, bo nie odzywałeś się przez trzy tygodnie. Nie odbierałeś telefonu, nie odpisywałeś na sms’y. Nawet w parku cię nie było. Chciałem się dowiedzieć, czy wszystko w porządku - powiedział i uśmiechnął się.
- Aaa… Przepraszam, że się nie odzywałem, ale byłem chory - skłamał. Tak po prostu. Nie mógł mu powiedzieć, co tak naprawdę się stało. Nie chciał, żeby Aoi się obwiniał, bo to nie była jego wina. Mógł mu od razu powiedzieć, gdzie mieszka i byłby święty spokój. 
- Rozumiem. Ale już jest wszystko okej?
- Tak, tak. W porządku - rzekł, uśmiechając się delikatnie.
- To w takim razie, może gdzieś wyjdziemy? Jest ładna pogoda, nie ma sensu siedzieć w domu.
- No nie wiem - zawahał się. Nie miał pewności, czy chce wychodzić. Jeszcze znowu coś pójdzie nie tak.
- No chodź. Musisz się przewietrzyć. Nie można cały czas siedzieć w czterech ścianach - powiedział i trzepnął Ridera poduszką. Ten siedział zdezorientowany, ale po chwili uśmiechnął się wrednie, wziął poduchę do ręki i zaczął nią bić Aoiego. I tak oto zaczęła się wojna na poduszki. 
     Po paru minutach obaj leżeli zmęczeni na łóżku. 
- Nigdy więcej - powiedział zdyszany brunet. 
- A co? Kondycji nie masz? - Rider zaśmiał się. 
- Dobra, jak mamy iść to idziemy. 
- Poczekaj, tylko się przebiorę - rzekł blondyn i wyjął z szafy czarną koszulkę z jakimś nadrukiem. Położył ją na łóżku i zdjął tą, co miał na sobie. Aoiemu zaparło dech w piersiach. Wpatrywał się w lekko zarysowane mięśnie na brzuchu chłopaka. Jednak nie napatrzył się, bo Rider założył koszulkę. - To idziemy?
- Jasne - odparł i obaj wyszli z pokoju. 
     Jakiś czas później spacerowali sobie po mieście wesoło gawędząc. Rider poczuł się lepiej. 
- Może pójdziemy coś zjeść? - zapytał Aoi, uśmiechając się serdecznie.
- To ty będziesz jadł, ja nie jestem głodny - powiedział, a zaraz po tym głośno zaburczało mu w brzuchu. Aoi wybuchnął gromkim śmiechem.
- Nie? A ja odnoszę inne wrażenie. Na co masz ochotę?
- Etto… Nie mam pojęcia. 
- Hmm… No to wybierzemy coś spontanicznie - powiedział. Weszli do jakiejś małej restauracji, usiedli przy stoliczku i zamówili coś do jedzenia. Siedzieli, wesoło gawędząc i czekając na zamówienie. 
     Do restauracji weszło właśnie czterech mężczyzn. Zaczęli się rozglądać po pomieszczeniu, po czym założyli czarne kominiarki i wyjęli broń.
- Nie ruszać się, bo wszystkich rozstrzelam! - krzyknął jeden z nich. Wszyscy byli przerażeni. 
- Patrzcie jaki słodki chłopaczek! - powiedział drugi, podchodząc do Ridera i łapiąc go za podbródek. - Może nam się przydać do czegoś. 
- Łapy precz od niego sukinsynu! - krzyknął Aoi, wstając. Podszedł do napastnika i odepchnął go od blondyna, uderzając go z pięści w twarz. 
- Proszę, proszę. Pokazujesz pazurki? Pożałujesz jeszcze - rzekł i wymierzył pistolet w gitarzystę. Nacisnął na spust. Aoi osunął się na ziemię. Rider podbiegł do niego.
- Aoi… Aoi ocknij się! - w tym momencie mężczyzna podszedł do chłopaka, łapiąc go za włosy i przewracając go na ziemię. 
- Tak bardzo kochasz swojego bohatera, ty dziwko? Hm… Może się z nim zabawimy, co chłopaki? - zaśmiał się. Dwoje z napastników wyniosło Ridera z budynku i wpakowali go do czarnego vana. Chłopak szarpał się, krzyczał, ale to nic nie dawało. Przyłożono mu jakąś szmatkę do ust, po czym blondyn stracił przytomność. 
     Po jakimś czasie dojechali do jakiegoś opuszczonego magazynu. Wyciągnęli Ridera z auta i zaciągnęli do środka. Zatrzymali się na środku hali, po czym jeden z nich uderzył nastolatka z całej siły w twarz. Blondyn ocknął się, wypluwając z ust krew. 
- No nareszcie się obudziłeś mały - rzekł jeden z mężczyzn, nachylając się nad chłopakiem. - Pobawimy się koteczku? - mówiąc to rozpiął pasek Ridera. Chłopak szarpnął, ale od razu tego pożałował, bo dostał kopniaka w brzuch. 
- Nie wyrywaj się, bo będzie gorzej - odpiął rozporek Ridera i zsunął jego spodnie, razem z bokserkami. Chłopak był przerażony.
- Przestań! Zostaw mnie! - krzyczał. 
- Mam zrezygnować z takiego kąska? Nigdy w życiu! - powiedział i zdjął swoje ubranie. Po chwili gwałtownie wszedł w chłopaka i od razu zaczął się szybko poruszać. Blondyn krzyknął z bólu. Bał się. - Krzycz głośniej suko! Głośniej! - wchodził coraz głębiej i mocniej. Po udach Ridera zaczęła spływać krew. 
- Przestań! Ahhh! Prze… nh… Ahhhh! Zostaw! - błagał. Po chwili stracił przytomność.

Marzenia się spełniają 03, Aoi x Rider


     Gdy wrócił do domu, od razu rzucił się na łóżko. Był wykończony, ale i szczęśliwy. W końcu znalazł przyjaciela. “Aoi będzie mnie uczył gry na gitarze” - pomyślał. Ułożył się wygodnie na poduszce i zasnął w błogim śnie. 
      Rankiem obudził się wypoczęty i radosny. Ubrał się i zszedł na dół do stołówki. Zjadł śniadanie, zabrał torbę i wyszedł do szkoły. Mijała lekcja za lekcją. Rider wyszedł z budynku. Nie chciał od razu wracać do “domu”. Postanowił więc się przejść do parku. Tam usiadł na ławeczce, wkładając słuchawki do uszu i puszczając głośno muzykę. Nagle ktoś zmierzwił mu włosy. Spojrzał na tą osobę i od razu się uśmiechnął. To był Aoi. Mężczyzna usiadł obok niego.
- Co tam młody? Jak w szkole?
- W porządku - odpowiedział z uśmiechem. - Już niedługo koniec roku, więc teraz są luzy - powiedział, siadając wygodniej na ławce. 
     Aoi spojrzał się na spokojną twarz chłopaka. Blondyn wpatrzony był w mały plac zabaw oddalony od nich o parę metrów. Bawiło się na nim mnóstwo dzieci. Kilka z nich robiło babki z piasku, inne zaś zjeżdżały ze zjeżdżalni lub bujały się na huśtawkach. Nagle zadzwonił jego telefon. Rider jednak nie reagował. Zupełnie nie zwracał uwagi na to, że ktoś próbuje się z nim skontaktować.
- Nie odbierzesz? - zapytał w końcu brunet.
- Po co? Jestem przekonany, że to ktoś z domu. Jakoś nie mam ochoty z nimi rozmawiać - powiedział. 
- Dir en Grey - Obscure? 
- Hm? 
- Dzwonek.
- Ah.. Tak - rzekł i uśmiechnął się. Uwielbiał tą piosenkę. Wyrażała wiele przeróżnych uczuć.
- Świetny utworek - zapadła między nimi niezręczna cisza. Siedzieli na tej ławce wsłuchując się w śmiech dzieci i śpiewanie ptaków. - Robisz coś po południu? - brunet przerwał tę ciszę, spoglądając na chłopaka. 
- Etto… W sumie to nie mam żadnych planów. A dlaczego pytasz? 
- Może chciałbyś wpaść do nas na próbę? Chłopaki się ucieszą, a i ty może się trochę rozerwiesz - blondyn chwilę się zastanawiał, po czym lekko się uśmiechnął i przytaknął na propozycję. Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym postanowili się kawałek przejść. Po drodze wesoło gawędzili, śmiali się, wygłupiali. 
     Doszli w końcu do siedziby PS Company. Weszli do środka i wjechali na piąte piętro. Powolnym krokiem skierowali się do sali. Weszli do niej, a tam przywitali ich pozostali członkowie tG. 
- O, Rider! Co tu robisz? 
- Ano… Aoi mnie zaprosił - powiedział nieśmiało. 
- No to skoro już jesteście, to zacznijmy wreszcie - zarządził lider i zasiadł za perkusją. Chłopak usiadł sobie na fotelu w rogu i przypatrywał się zespołowi. Grali spokojną piosenkę. Chyba nową, bo Rider nigdy wcześniej jej nie słyszał. Wsłuchał się w melodię i momentalnie zasnął. Nie wiedział, jak bardzo był zmęczony. 
     Gdy skończyli, zauważyli, że chłopak śpi. Aoi podszedł do niego i wziął na ręce.
- Zawiozę go do domu - powiedział. Zanim wyszedł, z kieszeni Ridera wypadła jego legitymacja. Reita podniósł ją i spojrzał na adres, przy którym mieszka. 
- 237 Hibiya - przeczytał na głos. - Czy pod tym adresem nie znajduje się czasem dom dziecka? 
- Faktycznie - potwierdził Kai. 
- Dobra, to ja go zawiozę. Do jutra - szepnął i wyszedł z sali. Powoli zszedł po schodach i poszedł na parking. Tam otworzył drzwi samochodu i delikatnie położył chłopaka na tylnym siedzeniu. Zamknął drzwi i usiadł za kierownicą. Już po chwili był już w drodze. Zatrzymał się pod wskazanym adresem. 
- Dom dziecka w Tokio - przeczytał na głos tabliczkę wiszącą na ścianie budynku. Odwrócił się do tyłu. Rider już nie spał. Patrzył się na budynek smutnym wzrokiem. 
- Wszystko w porządku, młody? - zapytał zaniepokojony gitarzysta.
- Tak, tak… W porządku - powiedział i delikatnie się uśmiechnął, ale był to trochę sztuczny uśmiech. - Dzięki za podwózkę… To na razie… - wymamrotał i szybko wysiadł z auta.
     Czuł się źle. Za żadne skarby nie chciał, żeby Aoi wiedział, gdzie mieszka. Wstydził się tego. Nigdy nie zapraszał żadnych kolegów do domu, bo to nie był dom. Bynajmniej nie prawdziwy. Wszedł na podwórze i powolnym krokiem skierował się do budynku. Szedł na tak zwanego czuja do swojego pokoju. Dotarł tam bez problemu. Usiadł na łóżku i po chwili opadł na ciemną pościel. Wracały wspomnienia. Rodzina, ciepły dom… To zaczęło go przerastać.
     Następnego dnia nie poszedł do szkoły. Nie miał sił. Był wykończony swoim życiem. Leżał w łóżku i rozmyślał nad swoim losem. Przez całe życie miał nadzieję, że znajdzie prawdziwą rodzinę, że ktoś go zaadoptuje. Chłopak miał już siedemnaście lat, a nadal gnił w przytułku. Niestety jego problemy się nie skończyły. Za rok skończy osiemnaście lat i będzie musiał się wynieść, i żyć na własną rękę. Wiedział, że długo nie pociągnie, bo nie miał za co żyć. Chłopakowi z nieukończoną jeszcze szkołą i bez studiów, ciężko będzie znaleźć pracę. Nikt nie będzie chciał go zatrudnić na pełen etat. Umrze z głodu bez dachu nad głową. 

***
     Mijały tygodnie, a Aoi coraz bardziej martwił się o Ridera. Chłopak nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms’y, nie przychodził do parku. Nie można go było nawet złapać w szkole. Rzadko tam bywał, jako że już praktycznie nie robili nic na lekcjach. Gitarzysta postanowił odwiedzić go osobiście. Ubrał się, wsiadł w samochód i pojechał do domu dziecka. Przez całą drogę myślał, co się dzieje z chłopakiem. Co mogło go dobić? Czy może Aoi powiedział lub zrobił coś nie tak? Tego chciał się przekonać. Gdy dotarł na miejsce, wysiadł z auta i udał się do środka. Po drodze spotkał dyrektorkę. 
- Przepraszam, szukam Ridera Crossa. 
- A pan to kto?
- Eee.. Jestem jego przyjacielem - wybełkotał troszkę zdenerwowany. Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie.
- Pokój nr 23 - powiedziała i poszła. Aoi wzdrygnął się na samą myśl o jej złowrogim spojrzeniu i poszedł do wskazanego pokoju. Stanął przed drzwiami i lekko zapukał. Nikt nie odpowiadał, więc postanowił wejść. Nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. To, co tam zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia.

Marzenia się spełniają 02, Aoi x Rider

     Lekcje minęły mu nad wyraz szybko. Po zajęciach wyszedł ze szkoły i dosłownie wpadł na gitarzystę. Ten jednak utrzymał równowagę i przytrzymał chłopaka, aby ten się nie przewrócił. 
- Coś często na siebie wpadamy - zaśmiał się wyższy.
- To dopiero drugi raz. 
- Skoro tak na siebie wpadamy, to może powinniśmy się lepiej poznać? Dasz się zaprosić na kawę? - nastolatek chwilę się wahał, ale po chwili przystanął na propozycję mężczyzny. 
     Szli przez park. Ten sam, w którym pierwszy raz się spotkali. Między nimi panowała niezręczna cisza.
- Czemu nic nie mówisz? - zapytał Aoi, spoglądając na niższego chłopaka.
- A co mam mówić?
- No nie wiem… Jak się czujesz? No wiesz… po wczorajszym?
- W porządku. Miło, że pytasz - i znowu zapadła cisza. Kilka minut później Rider postanowił się odezwać. 
- Jeszcze raz dzięki za pomoc - wybełkotał i odwrócił wzrok.
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłem pomóc - w końcu dotarli do kawiarni. Usiedli przy stoliku trochę oddalonym od reszty. Po chwili podeszła do nich kelnerka i serdecznie się uśmiechając, zapytała:
- Co panom podać?
- Ja poproszę kawę czarną bez cukru. 
- A dla pana? - to pytanie skierowała do zmieszanego Ridera.
- Ja… poproszę herbatę owocową - wymamrotał. Kelnerka poszła po zamówienie, zostawiając Aoiego z chłopakiem sam na sam.
- To… może opowiesz mi coś o sobie? 
- Etto… 
- Nie wstydź się - uśmiechnął się do młodszego i zaczął pić kawę, dopiero co przyniesioną przez kelnerkę.
- …
- To może ja zacznę. Nazywam się Yuu Shiroyama, pseudonim Aoi i pochodzę z prefektury Mie. Jak już wiesz, jestem gitarzystą the GazettE. Normalnie jestem spokojny, ale do czasu. Lubię się śmiać i spotykać ze znajomymi - i tak mu opowiadał i opowiadał, aż w końcu przyszła na niego kolej. - No to teraz ty.
- Jestem Rider Cross i mam… siedemnaście lat. Pochodzę z tond. Nadal się uczę. Nie mam zbyt wielu przyjaciół, chociaż… w ogóle ich nie mam. Wszyscy uważają, że jestem dziwny i ogólnie nienormalny. Zwykle ponury i zamknięty w sobie. Kiedyś miałem marzenie, ale ono upadło. Chciałem nauczyć się grać na gitarze, ale niestety warunki i budżet na to nie pozwalały. Kilka lat temu miałem wypadek. I no cóż… nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć. To chyba wszystko. 
- Ale teraz masz już przyjaciela. Jednego, ale masz. Możesz mi o wszystkim powiedzieć i w razie jakichkolwiek problemów się do mnie zgłosić. Pomogę ci.
- Ee… dziękuję.
- A co do tej gitary. Ja mogę cię uczyć.
- Naprawdę? Nie chcę być kłopotem.
- Nie będziesz, to dla mnie przyjemność. 
- Ale ja nie mam gitary.
- Na razie będziesz uczyć się na mojej, a potem pomyślimy - powiedział i uśmiechnął się. Rider się zarumienił i odwrócił wzrok.
     Gitarzysta wpatrywał się w zaczerwienioną twarzyczkę chłopaka. Wyglądał teraz strasznie słodko. Wypili napoje do końca, pogadali jeszcze trochę i wyszli z kawiarni. Po zachowaniu Ridera można było wywnioskować, że się rozluźnił. Teraz czuł się dużo lepiej w towarzystwie Aoiego. Teraz Yuu opowiadał mu śmieszne historie dotyczące zespołu. Blondyn zaczął się głośno śmiać. Gitarzysta teraz zaczął przyglądać się chłopakowi. Miał blond włosy, niebieskie oczy i urocze dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał. Ubrany był w czarny, szkolny mundurek. Miał mały kolczyk w nosie, trzy w lewym uchu i jeden w prawym. 
     W pewnym momencie Aoi usłyszał gdzieś w oddali swoje imię. Rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył.
- Aoi! - tym razem odwrócił się za siebie. Ujrzał pozostałych członków zespołu. Po chwili dołączyli do niego.
- Sorry za wczoraj stary. Trochę na ciebie naskoczyliśmy - rzekł Kai i poklepał kolegę po ramieniu.
- A nie szkodzi. Nie gniewam się - a Rider, jak to Rider czuł się trochę nieswojo wśród pozostałej czwórki muzyków.
- A kim jest twój towarzysz? - zapytał Ruki i począł się przyglądać nastolatkowi.
- Ja… Jestem… Rider Cross, miło mi was poznać - wybełkotał.
- Nam również miło! - Ruki klasnął w dłonie i jedną z nich podał chłopakowi.
- Ja jestem Takanori Matsumoto, dla przyjaciół Ruki. A to jest reszta - rzekł i wskazał na pozostałą trójkę. Siedemnastolatek uścisnął dłoń wokalisty. Później zapoznał się z resztą i tak wszyscy razem sobie teraz spacerowali.

Marzenia się spełniają 01, Aoi x Rider

Witam. Jestem Diru :)
Może już ktoś kiedyś czytał to opowiadanie, może nie... Jednak muszę je tu wstawić, ponieważ resztę opowiadania piszę z Toshi. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jest trochę krótkie, ale mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe ^^


Zapadł zmierzch. Niebo rozświetlały tylko gwiazdy i księżyc. Aoi właśnie szedł alejką parku i kopał sobie kamień, który wszedł mu w drogę. Chłopaki znowu się go czepiali. A to pomylił akordy, a to wypadał z rytmu itd. itp. Miał ich już serdecznie dosyć. Tak więc wziął kurtkę, wyszedł i trzasnął drzwiami. Od tamtej chwili tułał się po mieście bez celu. 
     Nagle z otępienia wyrwał go głośny krzyk. Zza krzaków wybiegł jakiś chłopak. Potknął się, ale nie stracił przy tym równowagi. Biegł dalej nie patrząc przed siebie. I zanim Aoi się zorientował, już leżał przygnieciony przez chłopaka.
- Oh… Przepraszam.
- Ee… Nie szkodzi. Wszystko okej?
- Tak tak. W porządku - powiedział i wstał. Yuu również się podniósł i przyjrzał się nastolatkowi. Miał ubrudzoną twarz i ubranie, a jego włosy były w kompletnym nieładzie. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć, ujrzał w oddali grupkę dresów. Mieli kije baseballowe i jakieś metalowe rury. 
- No! Już nam nie uciekniesz dziwko! - blondyn otworzył szerzej oczy i schował się za Aoim.
- Ej! Uważaj na słowa!
- A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić?!
- Twoim koszmarem nocnym! - rzekł i rzucił się na jednego z mężczyzn. Zaczął go okładać pięściami po twarzy, brzuchu. Jego koledzy nawet nie śmieli się wtrącić, bo bali się, że im też się oberwie. Kiedy Aoi oprzytomniał, wstał i spojrzał na tego gnoja. Był cały we krwi i bez jedynki (o dżizesie O,o). - Zabierajcie tego śmiecia i spierdalajcie, jeżeli wam życie miłe! - wzięli go pod pachy i zwiali. - Kto to był?
- Nie wiem, wpadłem na nich przypadkowo.
- Aa. Jestem Yuu. Dla przyjaciół Aoi - przedstawił się i podał rękę chłopakowi.
- Rider, miło mi - powiedział i odwzajemnił uścisk.
- Może odprowadzić cię do domu?
- Nie, nie trzeba. Dam radę.
- Jednak czułbym się pewniej, gdybym cię odprowadził.
- Dziękuję za troskę, ale poradzę sobie. Dzięki za pomoc. Na razie - odpowiedział i pobiegł przed siebie. Gitarzysta stał jak wryty, ale po chwili westchnął i poszedł do domu.

     Rider w końcu znalazł się przed budynkiem, w którym mieszkał. Na ścianie widniał napis: ,,DOM DZIECKA W TOKYO‘’. Wszedł po cichu do środka i podreptał do swojego pokoju. Przebrał się i zmęczony poszedł spać.

     Ranek nastał szybciej niż myślał. Wstał, ogarnął się, zjadł śniadanie i wyszedł do szkoły. Pierwszą lekcją była muzyka. Wszedł do klasy i usiadł na samym końcu, jak zwykle. Do sali weszła nauczycielka i jakiś czarnowłosy mężczyzna. 
- Ej! Uspokójcie się! - wszyscy ucichli. - Poznajcie pana Aoiego - gitarzystę dobrze znanego wam zespołu - the GazettE. Dzisiaj on przeprowadzi waszą lekcję muzyki - to co Rider ujrzał, przekraczało jego wszelkie wyobrażenia. To był Aoi. Gitarzysta jego ulubionego zespołu. To dzięki niemu chciał nauczyć się grać na gitarze. Niestety warunki i budżet mu na to nie pozwoliły. Ale to nie wszystko. To był ten sam Aoi, który wczoraj uratował mu życie. Aż się zapowietrzył. Nie mógł w to uwierzyć. Uratował go Aoi. 
- Witajcie. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem pracować. No to zacznijmy - rzekł i spojrzał na koniec klasy. Zamrugał szybko zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się. Puścił mu oczko i zaczął prowadzić lekcje. Rider wpatrywał się w niego oniemiałym wzrokiem. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało.