Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aoi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2013

Aoi x Ruki - Urodziny




(Ruki POV)

     Taa… Był piękny, słoneczny dzień. Wszystko ładnie, pięknie, ptaszki śpiewają, a ja biegam po centrum handlowym i usiłuję wybrać prezent na urodziny Aoiego. Szybko się za to zabrałem, nieprawdaż? Zahaczyłem już o 10 sklepów i w żadnym nie znalazłem odpowiedniego upominku. Postanowiłem, ze zajrzę do ostatniego sklepu. Wszedłem, więc do jubilera i  od razu począłem oglądać półki. Po kilku sekundach podeszła do mnie sprzedawczyni.
- Mogę w czymś pomóc?
- W zasadzie tak. Szukam prezentu dla ukochanej osoby.
- Jakaś specjalna okazja?
- Urodziny.
- W takim razie zapraszam ze mną - powiedziała i zaprowadziła mnie półki oddalonej od pozostałych.
- Może te kolczyki?
- Raczej nie, nie bardzo mi się podobają - hmm… Aoiemu też by się raczej nie spodobały.
- A ta bransoletka?
- Hmm… Ma pani coś jeszcze do zaofe… - i w tym momencie w oczy rzucił mi się łańcuszek ze srebrnym serduszkiem, do którego można było włożyć zdjęcie. - W jakiej cenie jest to serce?
- 11 tys. jenów - “ Trochę drogo” - przeszło mi przez myśl. “Ale to będzie wyjątkowy prezent” - pomyślałem.
- To ja go chyba kupię - oznajmiłem. Kobieta wyjęła ozdobę z gabloty i podeszła do lady. Wyciągnęła z szuflady małe pudełeczko i starannie zapakowała do niego wisiorek. Odebrałem od niej przedmiot i z uśmiechem wyszedłem ze sklepu. Szczęśliwy podreptałem do domu, gdzie już wszystko było przygotowane. Reita i Uru czekali w naszym mieszkaniu, a Kai miał trzymać Aoiego z dala od niespodzianki. Jeszcze tylko chwila i domek. Wjechałem windą na siódme piętro i pędem pognałem w kierunku mieszkania. Wszedłem, rozebrałem się i poszedłem do salonu. Wszystko było gotowe. Można dzwonić do Kaia.
     Po dwudziestu minutach usłyszałem szczęk zamka. Perkusista wraz z Aoim weszli do salonu, a cała nasz trójka krzyknęła:
- Niespodzianka!!! - gitarzystę zatkało. Stal jak wryty i nie wiedział, co się dzieje. Po chwili jednak się ocknął i zdołał wydusić:
- Ale kiedy wy to…?
- A czy to ważne? - zapytałem. Yuu spojrzał na mnie i podszedł, mocno do siebie tuląc.
- To twoja sprawka mały. Wiedziałem, że coś knujesz - stwierdził i pocałował mnie w czubek głowy.
- Bo ja lubię knuć, pamiętaj - powiedziałem i jeszcze bardziej się w niego wtuliłem.
- Dobra panowie, dosyć tego tulenia. Imprezę czas zacząć! - zarządził basista, a my oderwaliśmy się od siebie.
- No to ja pójdę po tort! - powiedziałem i skierowałem się do kuchni. Po chwili wróciłem z dużym tortem czekoladowym.
- Rukiś, czy ty chcesz mnie utuczyć?
- Masz urodziny raz do roku. Nic ci nie będzie - uśmiechnąłem się i zapaliłem świeczki. - No to pomyśl życzenie! - Aoi zrobił zamyśloną minę i trzymając kochanka za rękę, zdmuchnął świeczki.
(Narracja trzecio osobowa)
- O czym pomyślałeś? - zapytał Ruki, którego ręka, cały czas była obejmowana przez dłoń gitarzysty.
- Nie powiem, bo się nie spełni - rzekł z uśmiechem i poczochrał włosy wokaliście. Impreza trwała i właśnie przyszedł czas na prezenty (najlepsza część urodzin hehe xD dop. od autorki). Uruha podarował mu bardzo drogie wino sprowadzone ze Stanów na specjalne zamówienie, Kai i Reita złożyli się na naprawienie pierwszej gitarki Aoiego, która miała już ze dwadzieścia lat. Oczywiście wielkim zaskoczeniem bruneta był upominek od ukochanego. Może i był to zwykły wisiorek, ale dla niego znaczył o wiele więcej, ponieważ dostał go od swojego wokalisty. Teraz będzie mógł go nosić zawsze przy sobie.
- Dziękuję wam, jesteście kochani - powiedział, gdy goście opuszczali już ich wspólne mieszkanie. - Widzimy się jutro w studiu. Na razie - to mówiąc, zamknął za nimi drzwi. Odwrócił się i podszedł do blondyna, mocno ściskając. - Kocham cię - rzekł i namiętnie go pocałował. Ruki odwzajemnił pocałunek i wplótł palce w czarne włosy chłopaka. Po chwili już znajdowali się w sypialni całkiem nadzy, przyozdobieni czerwoną, satynową pościelą. Aoi pieścił go, podczas gdy ten cicho pojękiwał. Lizał i całował każdy najmniejszy kawałek ciała wokalisty, od twarzy, przez szyję, tors i brzuch, na intymnych partiach ciała kończąc. Gitarzysta usadowił się pomiędzy nogami Rukiego, kładąc je sobie na ramiona i rozchylając co raz bardziej. Podstawił mu palce do ust, a ten po chwili zaczął je lubieżnie oblizywać. Gdy brunet stwierdził, że już wystarczy, wyjął je z ust kochanka i jeden po drugim wsuwał w dziurkę chłopaka, rozszerzając jak tylko się dało. Takanori jęknął przeciągle. Chwilę później był już w nim cały. Opłacało się próbować różne pozycje Kamasutry. Z gardła Rukiego wyrwał się głośny krzyk połączony z jękiem rozkoszy. Uwielbiali to. Czuli się wtedy jak w siódmym niebie. Aoi od razu zaczął się szybko poruszać, stymulując w między czasie penisem wokalisty. Pchnięcia były szybki, mocne i głębokie. Blondyn zaczął wypychać biodra do przodu wychodząc naprzeciw członkowi kochanka. Obaj wiedzieli, że to już długo nie potrwa. Doszli krzycząc swoje imiona. Gitarzysta spuścił się we wnętrzu drobnego ciała Takanoriego, a ten jemu na rękę. Czarnowłosy opadł na dyszącego chłopaka, całując go delikatnie w czoło.
- Ja ciebie też… - wyszeptał Ruki, a na odpowiedź dostał słodkiego całusa prosto w usta.

Aoi x Uruha - Wycieczka

Tak, kolejne moje wypociny, ale po prostu muszę to wszystko przenieść -,-"

Aoi od rana chodził jakiś taki naburmuszony. Ciągle marudził wkurzając tym resztę zespołu. Nie podobało mu się, że jadą na jakieś zadupie “odpocząć”. Równie dobrze mógłby zostać w domu. Ale nie! Menager zagroził, że go zawiesi. Po długiej i wyczerpującej sprzeczce, Aoi uległ. Teraz pakował wszystkie torby do bagażnika. Chłopaki sprawdzali, czy wszystko powyłączali i pozamykali. Już po chwili ruszyli w podróż. 
     Przez całą podróż praktycznie nikt się nie odzywał. Yuu siedział za kierownicą skupiony na drodze i nawet nie zauważył, kiedy wszyscy zasnęli. Nie chciał ich budzić. Wstali wcześnie, więc byli zmęczeni. Po trzydziestu minutach obudził się Kai. 
- Aoi, nie jesteś zmęczony? Może cię zmienić? - zapytał zatroskany perkusista. 
- Nie, jest okej - odpowiedział i wrócił do patrzenia na drogę. W pewnym momencie spojrzał w lusterko. Zobaczył w nim słodko śpiącego wokalistę na ramieniu lidera. Wyglądało to przeuroczo. - A jemu nie za wygodnie? - Kai spojrzał na Rukiego i lekko się uśmiechnął. 
- Niech śpi. Nie przeszkadza mi to - powiedział. Aoi zdziwił się. W prawdzie Yutaka zawsze był opiekuńczy w stosunku do Maleństwa, ale teraz troszczył się o niego jeszcze bardziej. 
- Kai, nie chciałbyś może pogadać? Widzę, że coś ci się ciśnie na język.
- No chyba by mi się rozmowa przydała. Zatrzymaj się. Tobie się przyda przerwa - gitarzysta zatrzymał auto na poboczu. Obaj mężczyźni wysiedli z samochodu i usiedli na krawężniku obok. 
- No to słucham cię przyjacielu.
- No więc… Ja… Bo chodzi o to, że…
- Wysłowisz się wreszcie? 
- No bo Ruki… On… No podoba mi się no… - Aoi był zaskoczony tym, co powiedział mu perkusista, ale mimo to cieszył się. 
- Długo to trwa? 
- W sumie… Uświadomiłem sobie, co do niego czuję na urodzinach Reity. Pamiętasz? Wtedy graliśmy w butelkę. 
- Pamiętam. Kazuki kazał ci go pocałować. Przez ten mały pocałunek poczułeś to do niego?
- Nie, on mi to uświadomił. Chyba od początku coś do niego czułem - powiedział rozmarzonym tonem i uśmiechnął się. Nagle tylne drzwi się otworzyły, a z samochodu wyłonił się Ruki. Totalnie nieogarnięty z totalnym nieładem na główce. Usiadł obok Kaia i ponownie oparł się o jego ramię. 
- To wy sobie posiedźcie, a ja obudzę Reitę i Uruszkę. Niech się dotlenią - rzekł Shiroyama i poszedł wykonać w/w czynność. 
***
- Aoś! Daleko jeszcze? - zapytał wokalista, wyraźnie znudzony już tą podróżą. Zaczął się wiercić i narzekać.
- Ruki, siedź cicho z dupą na miejscu i przestań marudzić - powiedział Aoi już lekko zirytowany postawą wokalisty.
- Dla ciebie pupcia plebsie! - odpyskował. Potem jednak siedział już cicho i grzecznie patrzył na krajobraz za oknem. (Za tekst z pupcią dziękuję mojej przyjaciółce - Oli ♥). 
    Po dwóch godzinach byli na miejscu. Wypakowali bagaże z auta i skierowali się do domu, który był własnością ich menagera. Zajęli pokoje kolejno Kai z Rukim, Reita z Uruhą i Aoi sam. Miał przynajmniej spokój. Wszedł do pokoju i od razu rozłożył się na łóżku. Był wykończony. Leżał tak dopóki ktoś nie zapukał do pokoju. 
- Proszę - odpowiedział cicho, ale tak, aby osoba za drzwiami to usłyszała. Do środka wszedł drugi gitarzysta. Usiadł obok Aoiego i zaczął:
- Zmęczony? 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - wyszeptał i zamknął oczy. Uruha spojrzał na niego i delikatnie przeczesał dłonią jego czarne włosy. Aoi wzdrygnął się pod jego dotykiem, jednak nie protestował. Był zbyt zmęczony, by wiedzieć, co się dzieje. Zasnął. Jednak zanim to się stało, Kouyou złożył delikatny pocałunek na jego czole.
- Śpij dobrze…
***
Rano Aoi obudził się bardzo wypoczęty. Rozciągnął się i poszedł wziąć prysznic. Po piętnastu minutach był już doprowadzony do stanu używalności. Schował komórkę do kieszeni i poszedł na śniadanie. Tam czekali na niego przyjaciele, zawzięcie prowadząc konwersację.
- Cześć wszystkim - powiedział i usiadł między Reitą a Kaiem. 
- Hej - odpowiedzieli chórkiem.
- O czym tak dyskutujecie?
- No bo parę kilometrów od hotelu są ruiny zamku. Podobno świetne widoki. Ale oni jak zwykle nie są zainteresowani i zbyt leniwi, żeby tam pojechać - powiedział zirytowany Uruha.
- No bo jest wiele ciekawszych miejsc, niż jakieś ruiny - rzekł Reita, smarując masłem bagietkę.
- A skąd wiesz, jak tam jest? Byłeś tam?
- Nie i nie chce.
- Nie to nie! Sam pojadę!
- Czym? - zapytał Ruki. - Tylko Aoi ma auto.
- Zawiozę go. Problem? - między całą piątką zapadła cisza.
- A ty co taki chętny? Jeszcze wczoraj byłeś obrażony na cały świat i nigdzie nie chciało ci się jeździć.
- Ale dzisiaj mi się chce, więc nie wiem, w czym widzicie problem - powiedział. Do końca śniadania, żaden z nich się nie odezwał. Po posiłku każdy poszedł do swoich pokoi. Aoi stał na balkonie i palił papierosa, słuchając przy okazji muzyki przez słuchawki. Nie słyszał, kiedy ktoś wszedł do pokoju. Jednak w pewnym momencie słyszał jakieś szepty. Odwrócił się i ujrzał Takashimę.
- Puka się.
- Pukałem, ale nie odpowiadałeś - powiedział i oparł się o barierkę. - A ty czasem nie miałeś rzucić tego świństwa? - zapytał, wskazując na papierosa.
- Miałem, ale nie wyszło. 
- Trujesz się.
- Wiem, ale dziwnie bym się czuł, gdybym teraz przestał - znowu zapadła cisza. Yuu stał wpatrzony w  krajobraz. Uruha zaś kątem oka spoglądał na bruneta. - O której chcesz jechać na te ruiny?
- Obojętnie, to ty masz samochód. Tylko nie za późno, bo będzie ciemno. 
- A jesteś gotowy? - zapytał nadal patrząc przed siebie.
- No chyba jestem.
- To spalę i możemy jechać - powiedział i uśmiechnął się do szatyna. Po chwili wyrzucił niedopałek za balustradę i wszedł do pokoju, a zaraz za nim Uruha, który poszedł po swoje rzeczy. Po dziesięciu minutach spotkali się przy aucie i po chwili odjechali. Siedzieli w ciszy. Żaden się nie odzywał. Jednak Uruha chcąc przerwać ten stan, zapytał:
- Dlaczego zadeklarowałeś się, że mnie podwieziesz?
- Jesteśmy przyjaciółmi Uru, więc dlaczego miałbym cię nie zawieźć? A poza tym zostanę tam z tobą. Nie będę jeździł w tę i we w tę, a nie chce mi się tez siedzieć w hotelu albo słuchać marud - powiedział, dalej skupiając się na drodze. Uruha uśmiechnął się i zaczął patrzeć na okolicę za oknem. W aucie znowu zapadła cisza.
     W końcu dotarli na miejsce. Nie było tu żywej duszy w promieniu kilkuset metrów. Wysiedli z samochodu i skierowali się w kierunku zamku. Po kilku minutach chodzili sobie po murach. 
- Uru, wszystko w porządku? - zapytał zatroskany Aoi. Wiedział, że z jego przyjacielem jest coś nie tak.
- Jasne. A czemu ma nie być?
- Bo ostatnio chodzisz jakiś taki struty. Widzę, że coś cię gryzie.
- Przywidziało ci się. Wszystko jest okej. 
- Czy chodzi to jest związane z wczorajszym pocałunkiem? - Uruha zatrzymał się, gdy to usłyszał. Gdy go pocałował, był pewny, że brunet już zasnął. No to się wkopał.
- Jaki pocałunek? O czym ty mówisz Aoi? 
- Kouyou ja nie spałem, jeśli o to ci chodzi. I tak, słyszałem, jak życzyłeś mi spokojnego snu i czułem też ten pocałunek, więc nie wkręcaj mi, że nie wiesz, o czym mówię! - powiedział. 
- Naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Brałeś coś przed spaniem? Jak tak, to zmień dilera, bo naprawdę masz dziwne sny - powiedział i ruszył przed siebie. 
- Nie rób sobie ze mnie jaj Uruha! Masz zaniki pamięci czy co?! Tak?! To przypomnę ci, co się wczoraj działo! Więc przyszedłeś do mnie wieczorem, chwilę gadaliśmy, a potem głaskałeś mnie po głowie i pocałowałeś!
- Przestań! Nic takiego nie pamiętam! - wykrzyczał, przez co zachwiał się lekko. Aoi jak porażony prądem ruszył w jego kierunku, łapiąc go w pasie i przyciągając do siebie. Gdyby nie on, szatyn spadłby z około piętnastu metrów. Obaj teraz ciężko dyszeli. Byli przerażeni. 
- Następnym razem uważaj, bo inaczej polecę za tobą. 
- C-co?
- Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś ci się stało. I nie wciskaj mi kitów, że nic nie pamiętasz. Dobrze wiesz, co wczoraj się działo. A jak nie… To chętnie ci przypomnę - i w tym momencie Aoi przysunął się bliżej młodszego i delikatnie musnął jego wargi. Kouyou otworzył szeroko oczy, po czym niepewnie oddał pocałunek. Po chwili jednak zaprosił język Aoiego do wspólnej zabawy. Całowali się bardzo czule. Oderwali się od siebie, gdy zabrakło im tchu. 
- Aoi…
- Już sobie przypomniałeś? - powiedział, uśmiechając się. Przytulił szatyna i wyszeptał mu do ucha: - Kocham cię Kouyou.
- Co? Ale jak… Przecież…
- Nie pytaj jak długo, bo od samego początku. 
- Ale tego nie było po tobie widać.
- Powiedzmy, że świetnie maskuję swoje uczucia - rzekł z uśmiechem.
- Ja ciebie też - zaśmiał się i mocniej wtulił w przyjaciela… Nie. Teraz już ukochanego chłopaka. 

Marzenia się spełniają 06, Aoi x Rider

     Siedzieli w ciszy. Rider myślał o swoim życiu. O domu dziecka, wypadku, teraz o gwałcie. Potrzebował rozmowy. Czuł się źle.
- Rider…
- Hm? - wyrwał się w myśli.
- Możesz mi opowiedzieć o tym wypadku? - blondyn spuścił głowę, ale jednak postanowił się wygadać.
- Cztery lata temu jechałem z moim przyjacielem i jego rodzicami nad jezioro. Na skrzyżowaniu wjechała w nas cysterna. Wybuchł pożar. Mi udało się wyjść, ale oni… Spłonęli… Do dziś mam blizny na karku i nodze - powiedział i spuścił głowę. Przed oczami miał twarz przyjaciela. Na samą myśl o nim, łzy zakręciły mu się w oczach. Tęsknił za nim. 
     Aoi widząc, w jakim stanie jest chłopak, usiadł obok niego i mocno go przytulił. 
- A co z tym domem dziecka? Jak się tam znalazłeś? Jeżeli nie chcesz, nie mów.
- Jestem tam od urodzenia. Nigdy nikt mnie tam nie lubił. Dla wszystkich byłem dziwny, bo ubierałem się inaczej, nosiłem kolczyki, malowałem się. Miałem tylko jednego przyjaciela, ale ten wypadek… - urwał. Teraz już płakał. Był roztrzęsiony i trudno mu było się uspokoić. - Zawsze byłem sam… Nikt się mną nie interesował. Wszyscy mieli mnie w dupie - Aoi przytulił go mocniej do siebie.
- Ale teraz nie jesteś już sam. Masz mnie, chłopaków. Nie masz się czego bać. Nas obchodzisz, martwimy się o ciebie. Już nikt cię nie skrzywdzi. 
- Aoi… Ja nie chcę tam wracać - zapłakał.
- Nie wrócisz - powiedział brunet, głaszcząc chłopaka po włosach. - Nie wrócisz… - głaskał chłopaka, dopóki się nie uspokoił i nie zasnął. Położył chłopaka i przykrył kołdrą. Zanim wyszedł, delikatnie pocałował Ridera w czoła. Uśmiechnął się i skierował do swojego pokoju. Tak, jeszcze go nie wypisali, chociaż gitarzysta nie raz o to błagał. 
     Tydzień później Rider był już w domu dziecka. Leżał wtulony w poduszkę. Nie chciał tu być. Czuł się samotny. Nagle do jego pokoju weszła dyrektorka placówki.
- Rider, pakuj się - powiedziała. Blondyn myślał, że się przesłyszał.
- Słucham?
- Pakuj się. Idziesz do rodziny zastępczej - Rider siedział osłupiały. Nie mógł w to uwierzyć. 
- Naprawdę? 
- Tak, naprawdę - powiedziała z uśmiechem. Cieszyła się, że Rider w końcu znajdzie prawdziwy dom. Chłopak z entuzjazmem zaczął pakować swoje rzeczy. Cieszył się jak głupi. Czekał na to siedemnaście lat. Po paru dziesięciu minutach, poszedł do gabinetu dyrektorki, gdzie miał się spotkać z nową rodziną. Nie mógł uwierzyć w to, co tam zobaczył. Na krześle obok biurka siedział nie kto inny jak Yuu Shiroyama. 
- A-Aoi? - zapytał, niedowierzając. - Co ty tu robisz?
- Obiecałem, że tu nie zostaniesz - uśmiechnął się. - Gotowy na nowe życie? - blondynowi zakręciła się łza. Ale tym razem była to łza szczęścia. 
- Gotowy! - powiedział radośnie i obaj wyszli z budynku. Rider pożegnał się z dyrektorką i wychowawcą, po czym wsiadł do samochodu Aoiego i odjechali. Całą drogę wesoło rozmawiali. Po godzinie, przez ogromne korki, byli w domu. Kiedy Rider wyszedł z auta i zobaczył dom gitarzysty, o mało nie dostał zawału. Wielki dom, wielki ogród. Miał wrażenie, że to wszystko mu się śni i że zaraz się obudzi. Yuu szturchnął go.
- Idziesz czy nie? - zaśmiał się i otworzył furtkę. Obaj weszli na podwórze, a następnie do domu. Aoi zaprowadził nastolatka do jego pokoju. Ściany pomalowane były na czerwono, a wszystkie inne dodatki były w kolorach czarnym i białym. Na jednej ze ścian wisiała gitara. 
- Gitara?
- Tak, musisz się na czymś uczyć grać - Rider nie wiedział, co się dzieje. Był przeszczęśliwy. Chciał się odwrócić do Aoiego i go przytulić, jednak nie wiedział, że on stoi tuż za nim. Odwrócił się i wpadł na niego, przez co obaj przewrócili się. Chłopak wylądował na gitarzyście tak nie fortunnie, że ich usta delikatnie się złączyły. Blondyn chciał się podnieść. Przy tej jakże prostej czynności, przypadkowo otarł się nogą o krocze Shiroyamy, co wywołało u niego cichy jęk. Spojrzeli po sobie. 
- To ja pójdę zrobić coś do jedzenia, a ty się rozpakuj - oznajmił i wyszedł. Rider padł na łóżko, dysząc. Czuł motyle w brzuchu.
- Co się ze mną dzieje? 

Marzenia się spełniają 05, Aoi x Rider

     Aoi powoli otworzył oczy, jednak zaraz je przymrużył, bo światło lampy go raziło. Po chwili dotarło do niego, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Szybko podniósł się, czego od razu pożałował. Poczuł narastający ból w lewym boku. 
- Aoi, nareszcie! Jak się czujesz? - zapytał Uruha, siedzący na krześle obok łóżka.
- Gdzie jest Rider?! Co z nim?! - krzyknął. Bał się o niego.
- Uspokój się Aoi.
- Powiedz mi, co z nim! - Uruha westchnął.
- Nie wiadomo. Nie znaleźli go. Z tego co mówili ludzie, wywieźli go gdzieś - odpowiedział i umilknął. W sali nastała cisza. 

***

     Rider ocknął się. Chciał wstać, ale ból pośladków mu to znacznie uniemożliwiał. Skrzywił się i delikatnie wstał. 
- Kurwa… - warknął i oparł się o ścianę. Był zamknięty w jakimś składziku. Wszędzie pełno mioteł, narzędzi, desek. Chwila… Narzędzi? Blondyn otworzył czerwoną skrzynkę i zaczął przeglądać jej zawartość. Kombinerki, papier ścierny i inne rzeczy. Nagle w oczy rzucił mu się cieniutki drucik. Wziął go do ręki i podszedł do drzwi. Nachylił się nad kłódką i wsunął drucik do zamka. Pokręcił nim trochę i po chwili zamek ustąpił. Delikatnie zdjął kłódkę z drzwi i powoli je otworzył. Po cichu wyszedł ze schowka i skierował się do wyjścia. Bał się, że ci mężczyźni go nakryją i znowu zgwałcą lub w najgorszym wypadku zabiją. Był już przy drzwiach. Nacisnął na klamkę, otworzył drzwi i wyszedł. Biegiem ruszył przed siebie. Uciekł. Biegł tak długo, aż wbiegł do miasta. Stanął pod ścianą jakiegoś budynku, by odpocząć przez chwilę. Przypomniał mu się Aoi. A co jeśli nie przeżył i już go nigdy nie zobaczy? Rider znów zaczął biec. Tylko że tym razem wiedział, gdzie biegnie. Szpital. Aoi na pewno tam jest. 
     Dotarł na miejsce i wbiegł do środka. Zatrzymał się przy recepcji.
- Przepraszam panią, czy jest tu Yuu Shiroyama?
- Tak jest, a pan z rodziny? - blondyn chwilę się zastanowił i wypalił, co pierwsze mu przyszło na myśl. 
- Jestem jego… - zawahał się. - … chłopakiem - kobieta spojrzała na niego zdziwiona.
- Sala 234.
- Dziękuję - powiedział i pobiegł pod wskazany pokój. Nie czekał na windę, nie chciał tracić czasu. Wbiegł po schodach. Pod drzwiami siedzieli Kai, Uruha, Reita i Ruki. Na widok Ridera wytrzeszczyli oczy.
- Co z nim?! - zapytał blondyn, dysząc.
- Obudził się już, ale wywalił nas z pokoju, bo chciał być sam. 
- A… - zamilkł.
- Wejdź do niego. Ucieszy się. Bardzo się o ciebie zamartwiał - powiedział Kai. Rider westchnął głęboko i wszedł do środka. Aoi leżał z zamkniętymi oczami. 
- Mówiłem, że chcę być sam! - powiedział, nadal nie otwierając oczu.
- W takim razie, ja może przyjdę później - wymamrotał. Brunet słysząc ten delikatny, znajomy głos, otworzył szeroko oczy. 
- Zaczekaj! - Rider odwrócił się do Aoiego i usiadł na krześle. - Boże! Nic ci nie jest?! Kiedy cię znaleźli?! I dlaczego nikt mi nic nie powiedział?!
- Aoi, uspokój się - powiedział spokojnie. - Wszystko ze mną w porządku. Nie znaleźli mnie, sam uciekłem - nastolatek spojrzał na gitarzystę. - A co z tobą? Jak się czujesz?
- Już dobrze. Trochę boli, ale daję radę - powiedział i uśmiechnął się. A Rider? Tak naprawdę nic nie było w porządku. Był zziębnięty, głodny i śpiący. Został pobity i zgwałcony. Źle się czuł. Jednak Aoi tego nie zauważył. Cieszył się, że chłopak żyje. 
- Ja będę już szedł. Odpoczywaj, przyjdę jutro.
- No dobrze, trzymam cię za słowo - uśmiechnął się. Rider wyszedł z sali. Na korytarzu pożegnał się z chłopakami i zaczął iść w kierunku wyjścia. Jednak daleko nie zaszedł. Zemdlał. 

     Następnego dnia obudził się w szpitalnym łóżku. W pokoju znajdował się również Kai… Aoi? 
- Aoi, co ty to robisz…? Powinieneś leżeć w łóżku… - wymamrotał. 
- Mówiłem mu to samo, ale się uparł - rzekł Kai i usiadł na krześle. 
- Dlaczego skłamałeś, Rider? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że ci to zrobili?
- Nie chciałem cię martwić. Musisz się oszczędzać i odpoczywać, a nie martwić.
- Trzymajcie mnie, albo zaraz mu coś zrobię! Teraz to dopiero mnie zmartwiłeś!
- Uspokój się. Owszem, zabolało mnie to i odbiło się na psychice, ale uwierz mi. Zbyt wiele przeżyłem w życiu, żeby wszystkim się przejmować. Tak, gwałt to nie błahostka, ale życie mną bardziej pomiatało, więc nie będę się aż tak tym przejmował - zapadła cisza. Aoi i Rider patrzyli na siebie tak, jakby chcieli coś sobie powiedzieć. 
- To ja was zostawię samych - rzekł Kai i wyszedł. Aoi usiadł.
- Dlaczego powiedziałeś, że jesteś moim chłopakiem? - zapytał. Rider zawstydził się, a jego twarz pokryła się purpurą. 
- To pierwsze co mi przyszło do głowy - wyszeptał i wtulił się w kołdrę. 
- Rozumiem.

Marzenia się spełniają 04, Aoi x Rider

     To, co tam zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Na łóżku leżał słodko śpiący blond włosy chłopak. Aoiemu na ten widok zrobiło się cieplej na sercu. Teraz miał pewność, że Riderowi nic się nie stało. Podszedł do niego i nakrył go kocem, ponieważ w pokoju było dość chłodno. Usiadł na łóżku i przypatrywał się spokojnej twarzy blondyna. Siedział tak paręnaście minut i czekał, aż chłopak w końcu się obudzi. I doczekał się. Rider podniósł się do siadu i przetarł zmęczone od płaczu oczy. Dopiero po chwili dotarło do niego, że nie jest w pokoju sam. Spojrzał na gitarzystę ze zdziwieniem i zapytał: 
- Co ty tu robisz?
- Martwiłem się o ciebie, bo nie odzywałeś się przez trzy tygodnie. Nie odbierałeś telefonu, nie odpisywałeś na sms’y. Nawet w parku cię nie było. Chciałem się dowiedzieć, czy wszystko w porządku - powiedział i uśmiechnął się.
- Aaa… Przepraszam, że się nie odzywałem, ale byłem chory - skłamał. Tak po prostu. Nie mógł mu powiedzieć, co tak naprawdę się stało. Nie chciał, żeby Aoi się obwiniał, bo to nie była jego wina. Mógł mu od razu powiedzieć, gdzie mieszka i byłby święty spokój. 
- Rozumiem. Ale już jest wszystko okej?
- Tak, tak. W porządku - rzekł, uśmiechając się delikatnie.
- To w takim razie, może gdzieś wyjdziemy? Jest ładna pogoda, nie ma sensu siedzieć w domu.
- No nie wiem - zawahał się. Nie miał pewności, czy chce wychodzić. Jeszcze znowu coś pójdzie nie tak.
- No chodź. Musisz się przewietrzyć. Nie można cały czas siedzieć w czterech ścianach - powiedział i trzepnął Ridera poduszką. Ten siedział zdezorientowany, ale po chwili uśmiechnął się wrednie, wziął poduchę do ręki i zaczął nią bić Aoiego. I tak oto zaczęła się wojna na poduszki. 
     Po paru minutach obaj leżeli zmęczeni na łóżku. 
- Nigdy więcej - powiedział zdyszany brunet. 
- A co? Kondycji nie masz? - Rider zaśmiał się. 
- Dobra, jak mamy iść to idziemy. 
- Poczekaj, tylko się przebiorę - rzekł blondyn i wyjął z szafy czarną koszulkę z jakimś nadrukiem. Położył ją na łóżku i zdjął tą, co miał na sobie. Aoiemu zaparło dech w piersiach. Wpatrywał się w lekko zarysowane mięśnie na brzuchu chłopaka. Jednak nie napatrzył się, bo Rider założył koszulkę. - To idziemy?
- Jasne - odparł i obaj wyszli z pokoju. 
     Jakiś czas później spacerowali sobie po mieście wesoło gawędząc. Rider poczuł się lepiej. 
- Może pójdziemy coś zjeść? - zapytał Aoi, uśmiechając się serdecznie.
- To ty będziesz jadł, ja nie jestem głodny - powiedział, a zaraz po tym głośno zaburczało mu w brzuchu. Aoi wybuchnął gromkim śmiechem.
- Nie? A ja odnoszę inne wrażenie. Na co masz ochotę?
- Etto… Nie mam pojęcia. 
- Hmm… No to wybierzemy coś spontanicznie - powiedział. Weszli do jakiejś małej restauracji, usiedli przy stoliczku i zamówili coś do jedzenia. Siedzieli, wesoło gawędząc i czekając na zamówienie. 
     Do restauracji weszło właśnie czterech mężczyzn. Zaczęli się rozglądać po pomieszczeniu, po czym założyli czarne kominiarki i wyjęli broń.
- Nie ruszać się, bo wszystkich rozstrzelam! - krzyknął jeden z nich. Wszyscy byli przerażeni. 
- Patrzcie jaki słodki chłopaczek! - powiedział drugi, podchodząc do Ridera i łapiąc go za podbródek. - Może nam się przydać do czegoś. 
- Łapy precz od niego sukinsynu! - krzyknął Aoi, wstając. Podszedł do napastnika i odepchnął go od blondyna, uderzając go z pięści w twarz. 
- Proszę, proszę. Pokazujesz pazurki? Pożałujesz jeszcze - rzekł i wymierzył pistolet w gitarzystę. Nacisnął na spust. Aoi osunął się na ziemię. Rider podbiegł do niego.
- Aoi… Aoi ocknij się! - w tym momencie mężczyzna podszedł do chłopaka, łapiąc go za włosy i przewracając go na ziemię. 
- Tak bardzo kochasz swojego bohatera, ty dziwko? Hm… Może się z nim zabawimy, co chłopaki? - zaśmiał się. Dwoje z napastników wyniosło Ridera z budynku i wpakowali go do czarnego vana. Chłopak szarpał się, krzyczał, ale to nic nie dawało. Przyłożono mu jakąś szmatkę do ust, po czym blondyn stracił przytomność. 
     Po jakimś czasie dojechali do jakiegoś opuszczonego magazynu. Wyciągnęli Ridera z auta i zaciągnęli do środka. Zatrzymali się na środku hali, po czym jeden z nich uderzył nastolatka z całej siły w twarz. Blondyn ocknął się, wypluwając z ust krew. 
- No nareszcie się obudziłeś mały - rzekł jeden z mężczyzn, nachylając się nad chłopakiem. - Pobawimy się koteczku? - mówiąc to rozpiął pasek Ridera. Chłopak szarpnął, ale od razu tego pożałował, bo dostał kopniaka w brzuch. 
- Nie wyrywaj się, bo będzie gorzej - odpiął rozporek Ridera i zsunął jego spodnie, razem z bokserkami. Chłopak był przerażony.
- Przestań! Zostaw mnie! - krzyczał. 
- Mam zrezygnować z takiego kąska? Nigdy w życiu! - powiedział i zdjął swoje ubranie. Po chwili gwałtownie wszedł w chłopaka i od razu zaczął się szybko poruszać. Blondyn krzyknął z bólu. Bał się. - Krzycz głośniej suko! Głośniej! - wchodził coraz głębiej i mocniej. Po udach Ridera zaczęła spływać krew. 
- Przestań! Ahhh! Prze… nh… Ahhhh! Zostaw! - błagał. Po chwili stracił przytomność.

Marzenia się spełniają 03, Aoi x Rider


     Gdy wrócił do domu, od razu rzucił się na łóżko. Był wykończony, ale i szczęśliwy. W końcu znalazł przyjaciela. “Aoi będzie mnie uczył gry na gitarze” - pomyślał. Ułożył się wygodnie na poduszce i zasnął w błogim śnie. 
      Rankiem obudził się wypoczęty i radosny. Ubrał się i zszedł na dół do stołówki. Zjadł śniadanie, zabrał torbę i wyszedł do szkoły. Mijała lekcja za lekcją. Rider wyszedł z budynku. Nie chciał od razu wracać do “domu”. Postanowił więc się przejść do parku. Tam usiadł na ławeczce, wkładając słuchawki do uszu i puszczając głośno muzykę. Nagle ktoś zmierzwił mu włosy. Spojrzał na tą osobę i od razu się uśmiechnął. To był Aoi. Mężczyzna usiadł obok niego.
- Co tam młody? Jak w szkole?
- W porządku - odpowiedział z uśmiechem. - Już niedługo koniec roku, więc teraz są luzy - powiedział, siadając wygodniej na ławce. 
     Aoi spojrzał się na spokojną twarz chłopaka. Blondyn wpatrzony był w mały plac zabaw oddalony od nich o parę metrów. Bawiło się na nim mnóstwo dzieci. Kilka z nich robiło babki z piasku, inne zaś zjeżdżały ze zjeżdżalni lub bujały się na huśtawkach. Nagle zadzwonił jego telefon. Rider jednak nie reagował. Zupełnie nie zwracał uwagi na to, że ktoś próbuje się z nim skontaktować.
- Nie odbierzesz? - zapytał w końcu brunet.
- Po co? Jestem przekonany, że to ktoś z domu. Jakoś nie mam ochoty z nimi rozmawiać - powiedział. 
- Dir en Grey - Obscure? 
- Hm? 
- Dzwonek.
- Ah.. Tak - rzekł i uśmiechnął się. Uwielbiał tą piosenkę. Wyrażała wiele przeróżnych uczuć.
- Świetny utworek - zapadła między nimi niezręczna cisza. Siedzieli na tej ławce wsłuchując się w śmiech dzieci i śpiewanie ptaków. - Robisz coś po południu? - brunet przerwał tę ciszę, spoglądając na chłopaka. 
- Etto… W sumie to nie mam żadnych planów. A dlaczego pytasz? 
- Może chciałbyś wpaść do nas na próbę? Chłopaki się ucieszą, a i ty może się trochę rozerwiesz - blondyn chwilę się zastanawiał, po czym lekko się uśmiechnął i przytaknął na propozycję. Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym postanowili się kawałek przejść. Po drodze wesoło gawędzili, śmiali się, wygłupiali. 
     Doszli w końcu do siedziby PS Company. Weszli do środka i wjechali na piąte piętro. Powolnym krokiem skierowali się do sali. Weszli do niej, a tam przywitali ich pozostali członkowie tG. 
- O, Rider! Co tu robisz? 
- Ano… Aoi mnie zaprosił - powiedział nieśmiało. 
- No to skoro już jesteście, to zacznijmy wreszcie - zarządził lider i zasiadł za perkusją. Chłopak usiadł sobie na fotelu w rogu i przypatrywał się zespołowi. Grali spokojną piosenkę. Chyba nową, bo Rider nigdy wcześniej jej nie słyszał. Wsłuchał się w melodię i momentalnie zasnął. Nie wiedział, jak bardzo był zmęczony. 
     Gdy skończyli, zauważyli, że chłopak śpi. Aoi podszedł do niego i wziął na ręce.
- Zawiozę go do domu - powiedział. Zanim wyszedł, z kieszeni Ridera wypadła jego legitymacja. Reita podniósł ją i spojrzał na adres, przy którym mieszka. 
- 237 Hibiya - przeczytał na głos. - Czy pod tym adresem nie znajduje się czasem dom dziecka? 
- Faktycznie - potwierdził Kai. 
- Dobra, to ja go zawiozę. Do jutra - szepnął i wyszedł z sali. Powoli zszedł po schodach i poszedł na parking. Tam otworzył drzwi samochodu i delikatnie położył chłopaka na tylnym siedzeniu. Zamknął drzwi i usiadł za kierownicą. Już po chwili był już w drodze. Zatrzymał się pod wskazanym adresem. 
- Dom dziecka w Tokio - przeczytał na głos tabliczkę wiszącą na ścianie budynku. Odwrócił się do tyłu. Rider już nie spał. Patrzył się na budynek smutnym wzrokiem. 
- Wszystko w porządku, młody? - zapytał zaniepokojony gitarzysta.
- Tak, tak… W porządku - powiedział i delikatnie się uśmiechnął, ale był to trochę sztuczny uśmiech. - Dzięki za podwózkę… To na razie… - wymamrotał i szybko wysiadł z auta.
     Czuł się źle. Za żadne skarby nie chciał, żeby Aoi wiedział, gdzie mieszka. Wstydził się tego. Nigdy nie zapraszał żadnych kolegów do domu, bo to nie był dom. Bynajmniej nie prawdziwy. Wszedł na podwórze i powolnym krokiem skierował się do budynku. Szedł na tak zwanego czuja do swojego pokoju. Dotarł tam bez problemu. Usiadł na łóżku i po chwili opadł na ciemną pościel. Wracały wspomnienia. Rodzina, ciepły dom… To zaczęło go przerastać.
     Następnego dnia nie poszedł do szkoły. Nie miał sił. Był wykończony swoim życiem. Leżał w łóżku i rozmyślał nad swoim losem. Przez całe życie miał nadzieję, że znajdzie prawdziwą rodzinę, że ktoś go zaadoptuje. Chłopak miał już siedemnaście lat, a nadal gnił w przytułku. Niestety jego problemy się nie skończyły. Za rok skończy osiemnaście lat i będzie musiał się wynieść, i żyć na własną rękę. Wiedział, że długo nie pociągnie, bo nie miał za co żyć. Chłopakowi z nieukończoną jeszcze szkołą i bez studiów, ciężko będzie znaleźć pracę. Nikt nie będzie chciał go zatrudnić na pełen etat. Umrze z głodu bez dachu nad głową. 

***
     Mijały tygodnie, a Aoi coraz bardziej martwił się o Ridera. Chłopak nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms’y, nie przychodził do parku. Nie można go było nawet złapać w szkole. Rzadko tam bywał, jako że już praktycznie nie robili nic na lekcjach. Gitarzysta postanowił odwiedzić go osobiście. Ubrał się, wsiadł w samochód i pojechał do domu dziecka. Przez całą drogę myślał, co się dzieje z chłopakiem. Co mogło go dobić? Czy może Aoi powiedział lub zrobił coś nie tak? Tego chciał się przekonać. Gdy dotarł na miejsce, wysiadł z auta i udał się do środka. Po drodze spotkał dyrektorkę. 
- Przepraszam, szukam Ridera Crossa. 
- A pan to kto?
- Eee.. Jestem jego przyjacielem - wybełkotał troszkę zdenerwowany. Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie.
- Pokój nr 23 - powiedziała i poszła. Aoi wzdrygnął się na samą myśl o jej złowrogim spojrzeniu i poszedł do wskazanego pokoju. Stanął przed drzwiami i lekko zapukał. Nikt nie odpowiadał, więc postanowił wejść. Nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. To, co tam zobaczył, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia.

Marzenia się spełniają 02, Aoi x Rider

     Lekcje minęły mu nad wyraz szybko. Po zajęciach wyszedł ze szkoły i dosłownie wpadł na gitarzystę. Ten jednak utrzymał równowagę i przytrzymał chłopaka, aby ten się nie przewrócił. 
- Coś często na siebie wpadamy - zaśmiał się wyższy.
- To dopiero drugi raz. 
- Skoro tak na siebie wpadamy, to może powinniśmy się lepiej poznać? Dasz się zaprosić na kawę? - nastolatek chwilę się wahał, ale po chwili przystanął na propozycję mężczyzny. 
     Szli przez park. Ten sam, w którym pierwszy raz się spotkali. Między nimi panowała niezręczna cisza.
- Czemu nic nie mówisz? - zapytał Aoi, spoglądając na niższego chłopaka.
- A co mam mówić?
- No nie wiem… Jak się czujesz? No wiesz… po wczorajszym?
- W porządku. Miło, że pytasz - i znowu zapadła cisza. Kilka minut później Rider postanowił się odezwać. 
- Jeszcze raz dzięki za pomoc - wybełkotał i odwrócił wzrok.
- Nie ma za co. Cieszę się, że mogłem pomóc - w końcu dotarli do kawiarni. Usiedli przy stoliku trochę oddalonym od reszty. Po chwili podeszła do nich kelnerka i serdecznie się uśmiechając, zapytała:
- Co panom podać?
- Ja poproszę kawę czarną bez cukru. 
- A dla pana? - to pytanie skierowała do zmieszanego Ridera.
- Ja… poproszę herbatę owocową - wymamrotał. Kelnerka poszła po zamówienie, zostawiając Aoiego z chłopakiem sam na sam.
- To… może opowiesz mi coś o sobie? 
- Etto… 
- Nie wstydź się - uśmiechnął się do młodszego i zaczął pić kawę, dopiero co przyniesioną przez kelnerkę.
- …
- To może ja zacznę. Nazywam się Yuu Shiroyama, pseudonim Aoi i pochodzę z prefektury Mie. Jak już wiesz, jestem gitarzystą the GazettE. Normalnie jestem spokojny, ale do czasu. Lubię się śmiać i spotykać ze znajomymi - i tak mu opowiadał i opowiadał, aż w końcu przyszła na niego kolej. - No to teraz ty.
- Jestem Rider Cross i mam… siedemnaście lat. Pochodzę z tond. Nadal się uczę. Nie mam zbyt wielu przyjaciół, chociaż… w ogóle ich nie mam. Wszyscy uważają, że jestem dziwny i ogólnie nienormalny. Zwykle ponury i zamknięty w sobie. Kiedyś miałem marzenie, ale ono upadło. Chciałem nauczyć się grać na gitarze, ale niestety warunki i budżet na to nie pozwalały. Kilka lat temu miałem wypadek. I no cóż… nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć. To chyba wszystko. 
- Ale teraz masz już przyjaciela. Jednego, ale masz. Możesz mi o wszystkim powiedzieć i w razie jakichkolwiek problemów się do mnie zgłosić. Pomogę ci.
- Ee… dziękuję.
- A co do tej gitary. Ja mogę cię uczyć.
- Naprawdę? Nie chcę być kłopotem.
- Nie będziesz, to dla mnie przyjemność. 
- Ale ja nie mam gitary.
- Na razie będziesz uczyć się na mojej, a potem pomyślimy - powiedział i uśmiechnął się. Rider się zarumienił i odwrócił wzrok.
     Gitarzysta wpatrywał się w zaczerwienioną twarzyczkę chłopaka. Wyglądał teraz strasznie słodko. Wypili napoje do końca, pogadali jeszcze trochę i wyszli z kawiarni. Po zachowaniu Ridera można było wywnioskować, że się rozluźnił. Teraz czuł się dużo lepiej w towarzystwie Aoiego. Teraz Yuu opowiadał mu śmieszne historie dotyczące zespołu. Blondyn zaczął się głośno śmiać. Gitarzysta teraz zaczął przyglądać się chłopakowi. Miał blond włosy, niebieskie oczy i urocze dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał. Ubrany był w czarny, szkolny mundurek. Miał mały kolczyk w nosie, trzy w lewym uchu i jeden w prawym. 
     W pewnym momencie Aoi usłyszał gdzieś w oddali swoje imię. Rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył.
- Aoi! - tym razem odwrócił się za siebie. Ujrzał pozostałych członków zespołu. Po chwili dołączyli do niego.
- Sorry za wczoraj stary. Trochę na ciebie naskoczyliśmy - rzekł Kai i poklepał kolegę po ramieniu.
- A nie szkodzi. Nie gniewam się - a Rider, jak to Rider czuł się trochę nieswojo wśród pozostałej czwórki muzyków.
- A kim jest twój towarzysz? - zapytał Ruki i począł się przyglądać nastolatkowi.
- Ja… Jestem… Rider Cross, miło mi was poznać - wybełkotał.
- Nam również miło! - Ruki klasnął w dłonie i jedną z nich podał chłopakowi.
- Ja jestem Takanori Matsumoto, dla przyjaciół Ruki. A to jest reszta - rzekł i wskazał na pozostałą trójkę. Siedemnastolatek uścisnął dłoń wokalisty. Później zapoznał się z resztą i tak wszyscy razem sobie teraz spacerowali.

Marzenia się spełniają 01, Aoi x Rider

Witam. Jestem Diru :)
Może już ktoś kiedyś czytał to opowiadanie, może nie... Jednak muszę je tu wstawić, ponieważ resztę opowiadania piszę z Toshi. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jest trochę krótkie, ale mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe ^^


Zapadł zmierzch. Niebo rozświetlały tylko gwiazdy i księżyc. Aoi właśnie szedł alejką parku i kopał sobie kamień, który wszedł mu w drogę. Chłopaki znowu się go czepiali. A to pomylił akordy, a to wypadał z rytmu itd. itp. Miał ich już serdecznie dosyć. Tak więc wziął kurtkę, wyszedł i trzasnął drzwiami. Od tamtej chwili tułał się po mieście bez celu. 
     Nagle z otępienia wyrwał go głośny krzyk. Zza krzaków wybiegł jakiś chłopak. Potknął się, ale nie stracił przy tym równowagi. Biegł dalej nie patrząc przed siebie. I zanim Aoi się zorientował, już leżał przygnieciony przez chłopaka.
- Oh… Przepraszam.
- Ee… Nie szkodzi. Wszystko okej?
- Tak tak. W porządku - powiedział i wstał. Yuu również się podniósł i przyjrzał się nastolatkowi. Miał ubrudzoną twarz i ubranie, a jego włosy były w kompletnym nieładzie. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć, ujrzał w oddali grupkę dresów. Mieli kije baseballowe i jakieś metalowe rury. 
- No! Już nam nie uciekniesz dziwko! - blondyn otworzył szerzej oczy i schował się za Aoim.
- Ej! Uważaj na słowa!
- A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić?!
- Twoim koszmarem nocnym! - rzekł i rzucił się na jednego z mężczyzn. Zaczął go okładać pięściami po twarzy, brzuchu. Jego koledzy nawet nie śmieli się wtrącić, bo bali się, że im też się oberwie. Kiedy Aoi oprzytomniał, wstał i spojrzał na tego gnoja. Był cały we krwi i bez jedynki (o dżizesie O,o). - Zabierajcie tego śmiecia i spierdalajcie, jeżeli wam życie miłe! - wzięli go pod pachy i zwiali. - Kto to był?
- Nie wiem, wpadłem na nich przypadkowo.
- Aa. Jestem Yuu. Dla przyjaciół Aoi - przedstawił się i podał rękę chłopakowi.
- Rider, miło mi - powiedział i odwzajemnił uścisk.
- Może odprowadzić cię do domu?
- Nie, nie trzeba. Dam radę.
- Jednak czułbym się pewniej, gdybym cię odprowadził.
- Dziękuję za troskę, ale poradzę sobie. Dzięki za pomoc. Na razie - odpowiedział i pobiegł przed siebie. Gitarzysta stał jak wryty, ale po chwili westchnął i poszedł do domu.

     Rider w końcu znalazł się przed budynkiem, w którym mieszkał. Na ścianie widniał napis: ,,DOM DZIECKA W TOKYO‘’. Wszedł po cichu do środka i podreptał do swojego pokoju. Przebrał się i zmęczony poszedł spać.

     Ranek nastał szybciej niż myślał. Wstał, ogarnął się, zjadł śniadanie i wyszedł do szkoły. Pierwszą lekcją była muzyka. Wszedł do klasy i usiadł na samym końcu, jak zwykle. Do sali weszła nauczycielka i jakiś czarnowłosy mężczyzna. 
- Ej! Uspokójcie się! - wszyscy ucichli. - Poznajcie pana Aoiego - gitarzystę dobrze znanego wam zespołu - the GazettE. Dzisiaj on przeprowadzi waszą lekcję muzyki - to co Rider ujrzał, przekraczało jego wszelkie wyobrażenia. To był Aoi. Gitarzysta jego ulubionego zespołu. To dzięki niemu chciał nauczyć się grać na gitarze. Niestety warunki i budżet mu na to nie pozwoliły. Ale to nie wszystko. To był ten sam Aoi, który wczoraj uratował mu życie. Aż się zapowietrzył. Nie mógł w to uwierzyć. Uratował go Aoi. 
- Witajcie. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem pracować. No to zacznijmy - rzekł i spojrzał na koniec klasy. Zamrugał szybko zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się. Puścił mu oczko i zaczął prowadzić lekcje. Rider wpatrywał się w niego oniemiałym wzrokiem. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało.



piątek, 22 marca 2013

Surowi rodzice. Reituki 01

Um.. Tak więc zaczynam kolejne opowiadanie. Stwierdziłam, że skoro mam już część to dlaczego by nie wstawić, nie? Może pojawić się dość dużo wulgaryzmów, więc ostrzegam od razu. 

Coś ostatnio mam "fazę" na Acid Black Cherry i Dżem (zespół).. Po prostu słucham ich codziennie<3

Dobra.. Bez dalszego gadania: zapraszam.



***



– Zapisaliśmy Cię do „Surowych Rodziców” – powiedziała któregoś wieczora moja matka.
– Co mnie to obchodzi? – parsknąłem śmiechem.
– Pojedziesz na tydzień do innej rodziny.
– Na chuja?
– Nie przeklinaj! Może wtedy się poprawisz i nie będziesz takim bachorem jakim jesteś!
Usłyszałem, że zadzwonił mi telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem.
– Moshi, moshi.
~ Hej, skarbie – usłyszałem głos mojego chłopaka.
– Dobrze, że dzwonisz – wstałem. – Chcesz się spotkać?
~ Po to dzwoniłem – zaśmiał się. – Przyjedziesz?
– Jasne. Będę za dwadzieścia minut.
~ To czekam.
– Do zobaczenia, skarbie.
Usłyszałem jeszcze jego śmiech i rozłączyłem się. Wszedłem do mojego pokoju i zamknąłem drzwi, a następnie skierowałem się do mojej szafy. Wyciągnąłem z niej czarne skórzane rurki, białą koszulę i marynarkę z ćwiekami. Następnie podłączyłem prostownice i poszedłem robić makijaż. Jak ogarnąłem swoją twarz to ubrałem się i zabrałem za prostowanie i układanie włosów. Całość zajęła mi dziesięć minut. Zgarnąłem jeszcze telefon, portfel, papierosy, kluczyki i klucze i wyszedłem z pokoju. Na dole ubrałem czarne trampki i wyciągnąłem szluga z paczki.
– Wychodzę – powiedziałem dość głośno i wyszedłem.
Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się. Nie obchodziło mnie to, co pomyślą o mnie rodzice. Nigdy mnie to nie obchodziło. Miałem ich w dupie. Dla mnie najważniejszy był zespół i przyjaciele. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Z pod domu wyjechałem z piskiem opon.
U mojego chłopaka byłem parę minut później. Co z tego, że musiałem przejechać praktycznie pół miasta. Jeździłem szybko, więc nie musiał czekać na mnie.
Podjechałem pod jego blok i wysiadłem z auta. Zamknąłem auto i ruszyłem w stronę jego klatki schodowej. Chciałem jechać windą, ale była na niej kartka: „Nieczynna”.  To tylko pierwsze piętro, więc nie trzeba było dużo chodzić.
Zapukałem i otworzył mi chłopak. Od razu przytuliłem go i pocałowałem czule w usta.
– Tęskniłem Ue- chan – wyszeptał mi do ucha i zarzucił mi ręce na kark.
– Ja też Shima- chan.
Brązowo-włosy odsunął się ode mnie i zamknął drzwi. Ściągnąłem buty i marynarkę, a następnie ruszyłem za nim do salonu. Usiadłem na kanapie, a on poszedł zrobić herbaty. Przyniósł je i postawił na stoliku, a następnie usiadł mi okrakiem na kolanach. Wsunął ręce pod moją koszulę i zaczął dotykać mój brzuch.
– Wyjeżdżam na tydzień – mruknąłem nagle.
– Więc teraz musisz się mną odpowiednio zająć – szepnął, a jego ręka zjechała na moje krocze...


***

Leżałem w jego łóżku i paliłem papierosa. Kou miał głowę na mojej klatce piersiowej i obejmował mnie w pasie.
– Kocham Cię – wyszeptał.
– Ja Ciebie też. Słyszałeś, że Yune chce odejść? – zmieniłem temat.
– Taak. Musimy znaleźć nowego perkusistę.
– Mhh.. Ale on nie może być taki jak on.
– Zdecydowanie. A dlaczego wyjeżdżasz? – zmienił temat.
– Jakiś program „Surowi Rodzice”. Rodzice wysyłają nieposłuszne dzieci do innej rodziny, a tam one magicznie się zmieniają – parsknąłem śmiechem.
– Będę tęsknił – wyszeptał i pocałował mnie.
Od Uru wyszedłem następnego dnia przed południem. Nie śpieszyło mi się do domu. Domu? To nie był mój „dom”. Nie czułem się z nim związany, nie czułem się tam bezpiecznie. Tam było... zimno i nudno. Nic się nie działo.
Zajechałem pod dom i zauważyłem jakiegoś busa. Pewnie z tego programu – przeszło mi przez myśl gdy zamykałem samochód. Nie pomyliłem się. W mieszkaniu kręcił się jakiś facet z kamerą.
W przedpokoju ściągnąłem buty i ruszyłem na górę. Jednak na schodach zatrzymał mnie głos matki:
– Akira! Gdzieś ty był całą noc?! Dzwoniłam do Ciebie! – wyszła z kuchni i stanęła w progu.
– Byłem zajęty – mruknąłem.
– Gdzieś ty był?! – wydarła się.
– Kurwa, nie drzyj się – warknąłem. – Byłem u mojego chłopaka – uniosłem brwi do góry. – Przeszkadza Ci to? A nie, czekaj. Nie obchodzi mnie to.
Nie czekałem na jej odpowiedź. Wszedłem na górę i wszedłem do mojego pokoju, od razu zamykając drzwi. Ściągnąłem marynarkę i powiesiłem ją do szafy, a następnie ściągnąłem koszulę. Nie przejmując się tym, że było mi widać tors i dość dużą malinkę na szyi, po prostu zszedłem na dół i ruszyłem do kuchni.
– Ubrałbyś coś!
– Ciesz się, że nie zszedłem w samych bokserkach.
Otworzyłem drzwi od lodówki i wyciągnąłem sok bananowy. Otworzyłem go i napiłem się z gwinta.
– Akira! Nie możesz się tak zachowywać! Ile razy Ci mówiłam, że masz pić ze szklanki?! Czy ty wiesz co to znaczy kultura?! Nie tak Cię wychowywaliśmy!
– Kurwa, kobieto. Ogarnij.
Nie mogąc jej słuchać wyszedłem z kuchni.
– Synu wróć tutaj! Matka nie skończyła! – odezwał się mój ojciec.
Obróciłem się w jego stronę i oblizałem usta z soku.
– Kurwa. Matka to, matka tamto. Ty tu, kurwa, jesteś mężczyzną, nie ona! Ty powinieneś mnie wychowywać i być domu. Jesteś raz na miesiąc i myślisz, że co? Że mnie, kurwa, znasz? Dlaczego młody uciekł z domu, hm? Bo miał was dość. Powinniście się cieszyć, że nie podał was do sądu za to, co mu robiliście. On.. Codziennie.. Żalił mi się – pokręciłem głową i spojrzałem na niego chłodno. – Myślisz, że mam dziewczynę i stworzymy piękną rodzinkę? Jestem gejem, rozumiesz? Gejem. Mam chłopaka i nie będę z żadną lafiryndą. Mam to, co dla mnie robicie w dupie. Róbcie co chcecie. Gardzę wami, ogarniasz? – wysyczałem, odwróciłem się i znowu ruszyłem do pokoju.
Przebrałem się w dres i wziąłem gitarę do ręki. Wyciągnąłem z biurka pięciolinię, zarzuciłem pasek z gitary na kark i usiadłem na łóżku.
Po pół godzinie miałem połowę melodii do nowej piosenki. Przeciągnąłem się i wyszedłem z pokoju, oczywiście biorąc telefon. Zszedłem do kuchni i podszedłem do lodówki. Zrobiłem sobie kanapkę z serem i biorąc sok bananowy ruszyłem do swojego pokoju.


***

Rano jak zwykle wstałem wcześnie i od razu poszedłem do łazienki. Wykąpałem się, wysuszyłem włosy, pomalowałem się, ułożyłem to coś na mojej głowie i ubrałem się. Zszedłem na dół, a moi rodzice już tam siedzieli. Nie odezwaliśmy się do siebie. Nastawiłem wodę i wyciągnąłem kubek z szafki, a następnie nasypałem tam kawy. Gdy woda się zagotowała zalałem kawę i nasypałem dwie łyżeczki cukru. Z rodzicami nie odzywaliśmy się. Żadne z nas nie chciało ani nie widziało takiej potrzeby.
Napiłem się kawy i napisałem chłopakom, że próby dzisiaj nie będzie.
– Posprzątaj w pokoju – powiedziała nagle moja matka.
– Daj mi kawę wypić – warknąłem i podniosłem kubek do ust.
– Jak przyjedziesz to przyjedzie ciocia, wujek i kuzyni na Twoje przyjęcie urodzinowe.
– Nie potrzebuję tego – dopiłem kawę.
– Wiem, ale wypadałoby żeby przyjechali. Masz dziewiętnaście lat. Zachowuj się jak dorosły, a nie jak dzieciak.
– Mm.. Czyli za siedemnaście dni mój chłopak ma urodziny – odłożyłem kubek do zlewu i ruszyłem na górę.
Przed ósmą wyszedłem z domu do szkoły. Chodziłem do niej chętnie, ale to, że się nie uczyłem to inna sprawa. Włożyłem słuchawki do uszu i puszczając rock’ a ruszyłem zatłoczonymi ulicami miasta. Nie interesowało mnie nic. Moje myśli były już w domu, przy basie.
W końcu doszedłem do szkoły. Po schodach skierowałem się na górę. Zauważyłem, że Uru rozmawiał z jakimś blondynem. Pamiętałem, że on nie chciał okazywać sobie uczuć publicznie, więc chciałem odejść, ale złapał mnie za nadgarstek.
– I na końcu trzeba było napisać co Ci się w tym podoba, a co nie – zakończył mój chłopak i uśmiechnął się lekko.
– Dziękuję, Kouyou.
– Nie ma sprawy – odwrócił się w moją stronę. – Hej, skarbie – stanął na palcach i pocałował mnie w policzek.
– Już Ci się odwidziało nie okazywanie sobie uczuć publicznie? – mruknąłem.
– Wiecznie będziesz o to już obrażony? – naburmuszył się.
– No nie wiem, nie wiem.
– Dlaczego dzisiaj nie ma próby? – zmienił temat.
– Bo muszę się spakować – skrzywiłem się.
– Biedny – zaśmiał się.
Zmrużyłem oczy, a moją twarz wykrzywił złośliwy uśmiech.
– Jak przyjadę to dopilnuję żebyś nie usiadł przez tydzień, skarbie.
– N-Nie zrobisz tego!
– Chcesz się przekonać?
– Nie!
Podczas tej naszej ciekawej rozmowy wszyscy się na nas gapili. Cała klasa Uru patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Bo w końcu z kim ja normalnie rozmawiam? Każdego zbywam ostrym spojrzeniem i kpiną. W końcu jakiś chłopak chciał podejść, ale widząc mój wzrok i minę, chyba zrezygnował.
– Nie strasz ludzi – dostałem po żebrach.
– No wiesz ty co? Jak możesz mnie bić!?
– Ojej. Czyżby zabolało? – zakpił.
– Ciebie zaboli, ale coś innego – warknąłem.
– Nie boję się – parsknął śmiechem.
– Więc zaczniesz – stwierdziłem.
– Wątpię.
– To się przekonamy – uśmiechnąłem się szatańsko.
Chyba nie spodobał mu się ten uśmiech.
– Co ty kombinujesz?
– Ja? – udałem niewiniątko. – Ależ nic.
– Ale...
Nie dokończył, bo przerwał mu dzwonek oznajmiający, że zaczynają się lekcje.
– Wybacz, skarbie. Pogadamy później.
Nie dałem mu czasu na odpowiedź, bo ruszyłem przed siebie. Pomimo tego, że byliśmy w tym samym wieku to mieliśmy różne klasy.
– Kurwa, Suzuki! – krzyknął.
Odwróciłem głowę i uśmiechnąłem się słodko, po czym krzyknąłem:
– Też Cię kocham!
Ruszyłem do klasy, w której miałem lekcje. To gdzieś na górze? Taaak, fizyka. Oczywiście spóźniony wszedłem do sali fizycznej i od razu ruszyłem do swojej ławki.
– Może powiesz dlaczego się spóźniłeś?
– Bo nie chciało mi się tu przychodzić? – podsunąłem.
– Nie pyskuj! Siadaj w końcu na miejsce!
Uśmiechnąłem się kpiąco, ale ruszyłem do ostatniej ławki. Nie obchodziła mnie ta lekcja, szkoła... Ale czy cokolwiek mnie obchodziło? Raczej nie. Zapatrzyłem się w okno.
Gdzieś pod koniec lekcji dostałem sms’ a. Nie przejmując się nauczycielem wyciągnąłem telefon z kieszeni i odczytałem wiadomość. Okazało się to zdjęciem Uru z Aoi’ m (całujących się), z podpisem: „Powinieneś bardziej pilnować swojego chłopaka.” Uśmiechnąłem się lekko i schowałem urządzenie do kieszeni.
Przez cały dzień unikałem go. Gdy wychodziłem ze szkoły wysłałem mu to zdjęcie z dopiskiem: „Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że mnie zdradzasz?”
Było mi źle. To było takie smutne, niesprawiedliwe. Dałem mu wszystko, a on? Zajebiście po prostu. Jesteś z kimś dwa lata, a on nie jest Ci wierny. Po co ze mną był? Z litości?
Wszedłem do domu i od razu wyciągnąłem telefon z kieszeni. Wybrałem numer do kolorowo-włosego i czekałem aż odbierze. Po dwóch czy trzech sygnałach usłyszałem jego radosny głos:
~ Co tam, Reita?
– Co robisz wieczorem? – spytałem cicho.
~ Słyszę, że stało się coś poważnego. Nic nie robię. Jestem wolny.
– Masz ochotę się napić?
Wszedłem do kuchni i skierowałem się do lodówki. Otworzyłem ją i wyciągnąłem sok bananowy.
~ Z Tobą zawsze. Wpaść po Ciebie?
– Nie. Spotkamy się tam gdzie zawsze, ok?
~ Jasne. O której?
– Dwudziesta? Pasuje Ci?
~ Okej. To będę czekał.
– Dziękuję.
~ Możesz na mnie liczyć, Reita. To do zobaczenia.
– Mh, cześć – rozłączyłem się.
Ze spuszczoną głową ruszyłem na górę. Nie przejmowałem się niczym. Rodzice coś tam do mnie mówili, ale nie przejąłem się tym. Uruha dzwonił, Aoi dzwonił, Ruks dzwonił – nie odebrałem. Nie chciałem się dołować jeszcze bardziej. Bo po co?
Pomalowałem paznokcie na czarno i zrobiłem ostrzejszy makijaż. Następnie przebrałem się w czarne, skórzane i obcisłe rurki, czarną dość luźną bluzkę, na to czarną skórzaną kurtkę, w której podwinąłem rękawy do łokci, a na ręce pieszczochy.
Z domu wyszedłem gdzieś o w pół do dwudziestej. Nawet nie mówiłem rodzicom, że wychodzę. Po co? I tak gówno ich to interesuje. Najwyżej zadzwonią.
Byłem ciekawy czego nie dałem Kou, że mnie zdradził. Co takiego dał mu Yuu, że go kocha? No, ale skoro nie chciał mi tego powiedzieć wprost tylko robił to, co robił, to może miał jakiś powód? Chciałem w to wierzyć. Nie wiedziałem, że jestem aż tak naiwny.
Do baru wszedłem równo o dwudziestej. Przy ladzie siedział już Miyavi. Gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się i zamówił sake. Podszedłem do niego i przywitaliśmy się uściskiem dłoni.
– Dzwonił do mnie Uru – zaczął niepewnie. – On chciał Ci to powiedzieć, ale nie wiedział jak.
– To już nieważne. Niech będzie z Yuu – powiedziałem obojętnie i za jednym razem wypiłem kieliszek alkoholu. Oczywiście skrzywiłem się.
– On Cię kochał....
– Możemy o nim nie rozmawiać? – warknąłem, przerywając mu. – Chcę się upić i zapomnieć.
– Jasne. Wybacz.
Sake lało się litrami. Piliśmy, a z każdym następnym kieliszkiem stałem się bardziej wygadany. Alkohol zawsze rozwiązywał mi język.
– Dwa lata, rozumiesz to? Dwa lata – oparłem głowę o jego ramię.
– Rozumiem, Rei – objął mnie ramieniem.
– Kocham go.
– Wiem.
– Nie chcę tak żyć, Meev.
– Znajdziesz kogoś, kto na Ciebie zasługuje.
– Jaaasne.
Po alkoholu nie plątał mi się język, mogłem mówić normalnie, ale za to miałem lekki problem z równowagą i ustaniem w pionie. Meev podobnie.


***

Rano obudziły mnie te cholerne promienie słońca padające na moją twarz. Obróciłem się na drugą stroną i ukryłem twarz w poduszce. Nie pamiętałem nawet jak znalazłem się w domu, w moim pokoju. Pewnie Meev mnie odprowadził.
Po paru minutach leżenia w końcu wstałem i ruszyłem do łazienki, z której wyszedłem po godzinie umyty, przebrany, umalowany i uczesany. Wyszedłem z pokoju i ruszyłem do kuchni. Otworzyłem szafkę z lekami i zacząłem szukać czegoś na kaca.
– Akira spakowałeś się? – usłyszałem głos mojej matki.
– Ta – mruknąłem wyjmując sok z lodówki. Otworzyłem go i popiłem tabletki, a następnie ruszyłem do mojego pokoju.
– Gdzie byłeś w nocy? – zatrzymał mnie jej głos.
– Nie pamiętam – mruknąłem.
– Jak to nie pamiętasz?
– Normalnie – wzruszyłem ramionami.
Wyciągnąłem z kieszeni dzwoniący telefon i skrzywiłem się widząc kto dzwoni. Westchnąłem i niepewnie odebrałem.
– Moshi, moshi – mruknąłem.
~ Rei? Proszę, nie rozłączaj się. Wysłuchaj mnie – usłyszałem głos Uru.
– Tylko się streszczaj – warknąłem i ruszyłem do salonu, gdzie usiadłem na kanapie.
~ Okej, zdradziłem Cię, ale... Kochałem Cię. Myślałem, że to prawdziwa miłość, że będziemy razem na zawsze, ale wtedy zrozumiałam, że kocham Cię, ale jako przyjaciela czy brata. Znamy się bardzo długo i nie chcę żeby nasza znajomość się skończyła. Błagam, nie myśl, że byłem z Tobą z litości czy coś w tym stylu. Zrozum, Rei.. Byłeś i jesteś dla mnie bardzo ważny, dużo mi pomogłeś, byłeś przy mnie, wyciągałeś z dołów, nie pozwoliłeś się załamać. Jesteś najlepszym przyjacielem jaki może istnieć, nie zasługuję na Ciebie. Nie chcę Cię stracić. Jesteś dla mnie zbyt ważny. Jeśli sobie zażyczysz mogę przestać spotykać się z Yuu, mogę się zabić. Nie chcę byś mnie odsunął od siebie – zakończył swój monolog. Usłyszałem pociągnięcie nosem. Płakał?
– Teraz ty mnie posłuchaj. Dla Ciebie te dwa lata nie miały znaczenia? Nie liczyło się dla Ciebie to co ja czuję? To, że Cię kocham? – zaśmiałem się gorzko. – Nie rozumiesz, że to nie musiało się tak skończyć? Mogłeś powiedzieć mi wprost co czujesz, nie ułatwiłeś tego. Tylko pogorszyłeś. Zdajesz sobie sprawę z tego, że gdyby nie Miyavi to dzisiaj nie byłoby mnie tutaj? Ciesz się, że odebrał ten cholerny telefon i poszedł się ze mną upić, bo nie wiem co bym zrobił, gdybym był sam. Hmm.. Nie, wiem. Za parę dni bylibyście na moim, jebanym, pogrzebie – warknąłem.
~ Wybacz mi. Przepraszam. Nie chciałem.
– Co to teraz zmieni, hm? Co mi teraz da Twoje „przepraszam”? Mam tak nagle o tym wszystkim zapomnieć? Wymazać z pamięci? To nie takie proste, Kou.
~ Mogę coś zrobić żebyś nie był zły? Żebyś mi wybaczył?
– Nie wiem, Uru, czy to takie proste – odpowiedziałem po chwili. – Teraz muszę od tego wszystkiego odpocząć. Daj mi czas. Spotkajmy się jak przyjadę, co? Nie lubię wyjaśniać takich rzeczy przez telefon.
~ Ale nie przekreślasz mnie od razu? – spytał cicho.
– Nie, Uru. Musimy to najpierw wyjaśnić.
~ Nadal Cię kocham, Rei.
– Ja Ciebie też, ale trochę inaczej. Spadam. Kac mnie męczy. Sayo.
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się. Westchnąłem i wstałem, a następnie ruszyłem do mojego pokoju. Nie minęło pięć minut jak mój telefon znowu zadzwonił. Zirytowany odebrałem.
– Moshi, moshi.
~ Siema, Rei. Jak tam?
– Siema. Bywało lepiej – mruknąłem.
~ Dzisiaj jedziesz tam, prawda?
– Taaa.
Usłyszałem jego westchnienie. Pewnie i tak wiedział.
~ Jestem pod Twoim domem. Rusz dupę i mi otwórz.
– Jaja sobie robisz?
~ Nie. No już, rusz dupę!
Rozłączyłem się i poszedłem otworzyć. Moim oczom ukazał się niski chłopak ubrany cały na czarno z blond włosami. Powieki miał czarne, oczy podkreślone kredką, czarne soczewki i oczywiście pieszczochy i pierścionki, a na szyi narysowane czarne pręgi.
Wszedł do mojego domu i ściągnął buty, a następnie ruszył do kuchni. Ruszyłem za nim.
– Znowu śniadania nie jadłeś? – spytałem widząc, że otwiera lodówkę. Przy stole siedzieli moi rodzice, ale zignorowaliśmy ich.
– Nie miałem czasu – wywrócił oczami. – Chciałem jeszcze z Tobą pogadać – zaczął robić sobie kanapkę.
– O czym? – usiadłem koło niego na blacie.
Widziałem, że rodzice przypatrują i przysłuchują się nam. Ruki udawał, że ich nie widzi. Zawsze tak robił. Ignorował tych, którzy nie byli dla niego ważni.
Lubiłem go, bardzo.
– Jeśli Yune nie odejdzie, to ja to zrobię – powiedział w końcu.
– Co on Ci zrobił?
– Ano, wiesz... – speszył się. – Um.. W zasadzie to, co zawsze.. Ale teraz jest jeszcze bardziej nachalny – skrzywił się.
– Zabiję skurwiela – warknąłem.
– Nie ma sensu, Ue- chan.
– Jest sens. Kurwa! Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?!
– A po co? – zaczął robić sobie kawę. – I tak to nie ma znaczenia. Będzie jak będzie – wzruszył ramionami. – Nie ma sensu nic robić, bo za każdym razem gdy próbuję z nim o tym rozmawiać, to jest coraz gorzej.
– Zabiję go. Niech się modli żeby mnie nie spotkał na ulicy.
– I po co ja Ci to mówiłem? – wywrócił oczami.
– Jakim ty jesteś idiotą. Masz jego numer? – wpadłem na pewien pomysł.
– Mam.
– Pokaż mi.
– Po co? – spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Muszę coś sprawdzić.
– Um.. Okej – wyciągnął telefon z kieszeni i podał mi go.
Odblokowałem klawiaturę i wszedłem w książkę telefoniczną. Znalazłem kontakt „Yune”. Wyciągnąłem również swoje urządzenie i porównałem dwa numery. Zgadzały się. Czyli to on wysłał mi zdjęcie Uru z Aoi’ m. Jaki miał w tym cel? Co chciał osiągnąć? Oddałem mu telefon i zagryzłem wargę.
– Co się stało? – spojrzał mi w oczy.
– Yune mi wysłał to zdjęcie – mruknąłem.
– Ciekawe co chciał osiągnąć. Jesteście dalej razem?
– On ma Yuu. Nie jestem potrzebny – wzruszyłem ramionami i zeskoczyłem z blatu. – Idziesz?
– Idę, idę.
Ruki wziął kubek z kawą i poszliśmy do mojego pokoju. Nie chciałem żeby rodzice usłyszeli więcej niż to konieczne.
– Jesteś na mnie zły? – spytał cicho gdy już siedzieliśmy na moim łóżku.
Westchnąłem i objąłem go ramionami w pasie. Blondyn również mnie przytulił i wtulił głowę w moją szyję. Oparłem brodę o jego głowę.
– Nie jestem, Taka- chan. Po prostu... Nie wytrzymuję tego wszystkiego... To mnie przytłacza. Jest źle. Bardzo, rozumiesz?
– Mogę Ci pomóc, ale musisz zacząć ze mną rozmawiać.
– Doceniam to, Ruks. Naprawdę.
– Akira! Za pięć minut przyjedzie po ciebie minibus! Pośpiesz się! – usłyszeliśmy głos mojej matki z dołu.
Niechętnie odsunąłem się od niego i chwyciłem moją torbę. Do kieszeni schowałem telefon, portfel i papierosy. Zszedłem na dół i ubrałem glany. Pomimo tego, że było ciepło nie rezygnowałem z nich. Kochałem je.
Gdy wyszedłem z domu białe dość duże auto już tam stało. Ruki przytulił mnie i wyszeptał:
– W życiu nie tylko Uruha się liczy. Ktoś inny mógłby Cię pokochać tak samo jak on. Może ty też mógłbyś się zakochać i żyć z tą osobą już na zawsze?
Po tych słowach oderwał się ode mnie i odszedł. Tak po prostu. A do mnie w końcu dotarła idiotyczność tej sytuacji, dopiero wtedy zrozumiałem, że patrzyłem na złą osobę, że osoba, która mnie kocha cały czas jest przy mnie i wspiera mnie, gdy inni zawodzą.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybrałem jego numer. Szybko napisałem mu wiadomość i wysłałem, a następnie wsiadłem do środka nawet nie żegnając się z rodzicami. Przez moją głowę ciągle, jak echo, przewijały się te parę słów, które mu wysłałem.. Te trzy, bardzo ważne, słowa.
„Też Cię kocham.”
Nawet nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego to napisałem. Wiedziałem, że to było to, co chciałem mu powiedzieć, ale nie miałem odwagi. A może od dawna go kochałem?
Włożyłem do uszu słuchawki i włączyłem muzykę w mp3.
Patrzyłem na domy i lasy, które zostawialiśmy za nami. Nawet nie wiedziałem gdzie jadę, ani z kim tam będę. Podobno miał to być chłopak, ale czy to była prawda? Nie wiedziałem.
Zauważyłem tabliczkę z napisem „Prefektura Tokushima.” Westchnąłem i rozsiadłem się wygodniej.
Czyli to stąd pochodzi ta druga osoba? Może być ciekawie.
Podjechaliśmy pod jakąś kamienicę. Zauważyłem, że przed nią, na walizce siedzi czarnowłosy chłopak. Był ubrany cały na czarno, z pieszczochami, łańcuszkami i pierścionkami. W ręce trzymał papierosa i patrzył w niebo. Westchnąłem i powoli wygramoliłem się z samochodu. Podszedłem do niego i stanąłem przed nim.
– Reita – podałem mu rękę.
– Kai – odpowiedział i uścisnął ją.
– Czyli to z Tobą będę się męczyć przez tydzień? – zakpiłem.
– Męczyć? – uniósł brwi do góry i zdeptał papierosa. – Myślę, że nie będziemy wrogami, bo jak mi się wydaję nie jesteś tu z własnej woli podobnie jak ja. Mam wyjebane na ten cały program, ale dzięki niemu odpocznę od moich problemów, więc co to za różnica czy pojadę, czy nie?
– Mhm. W sumie racja. Ja też nie jadę tu z innego powodu, jak odpoczynek od rzeczywistości.
– Więc jednak się w czymś zgadzamy. Słyszałem, że jesteś gejem. Prawda to?
– Jestem – wzruszyłem ramionami. – Nigdy dziewczyny nie miałem, nie chciałem. Nigdy nie podobały mi się, nie kręciły.
– Jak rodzice zareagowali gdy się dowiedzieli? – spytał zaciekawiony.
– Matka, jak to matka – wzruszyłem ramionami. – Pogadała, pogadała, ale zaakceptowała to, jaki jestem. W końcu jestem jej synem, ble, ble, ble. Ojciec... Dowiedział się parę dni temu, powiedziałem mu to w złości i nie bardzo interesuje mnie to, jak zareaguje na to. Mam wyjebane na nich. Nigdy się nie interesowali...
Dziwiło mnie to, że tak swobodnie z nim rozmawiałem. Zazwyczaj siedziałem cicho i nic nie mówiłem, a tu takie zaskoczenie. Pierwsze spotkanie i gadamy jak starzy przyjaciele, którzy nie widzieli się parę tygodni.
– A jak powiedziałeś matce, że przyjęła to dość normalnie?
– Ona i tak zaczęła podejrzewać, że jestem gejem. Nigdy nie miałem dziewczyny, nie przyprowadzałem ich do domu... Ale... Hmm – zamyśliłem się. – Nie powiedziałem jej tego tak wprost. Najpierw trochę podpytałem co myśli o homoseksualistach, co by zrobiła gdyby się okazało, że nim jestem, i tak dalej, i tak dalej.
– Rozumiem.
– Niech zgadnę... Jesteś gejem i nie wiesz jak to powiedzieć rodzicom?
– Coś w tym guście – zagryzł wargę i wstał.
– Jeśli nie chcesz mieć awantury, to uświadom ich delikatnie. Pomogę Ci – zaoferowałem pomoc widząc, że z lekkim grymasem podnosi torbę. Wziąłem ją od niego i zarzuciłem sobie na ramię. – Co się stało? – spytałem gdy kolejny raz się skrzywił.
Chłopak podniósł koszulkę, a moim oczom ukazała się dość głęboka blizna na jego prawym boku. Widać było, że nie została dobrze odkażona i opatrzona.
– Trzeba to opatrzyć. Jesteś idiotą – warknąłem.
– Wiem to – wywrócił oczami.
– Skąd to masz? – spytałem gdy w końcu usiedliśmy z tyłu pojazdu.
– Um – zawahał się. – Przeskakiwałem przez ogrodzenie i nie zauważyłem drutów.
Postanowiłem tego nie komentować. Widać było, że nie chce o tym mówić. Westchnąłem i sięgnąłem pod siedzenie kierowcy. Od razu jak wsiadłem to zauważyłem, że jest tam apteczka. Wyciągnąłem ją i otworzyłem. Uśmiechnąłem się kącikiem ust widząc bandaże, wodę utlenioną i maści.
– Ściągnij koszulkę i się połóż – zarządziłem.